WIBOR przed sądami – początek nowej fali sporów.

15 kwietnia 2026

Stanisław Rachelski

WIBOR przed sądami – początek nowej fali sporów.

WIBOR przed sądami. Początek nowej fali, której nie wolno lekceważyć

Przez długi czas sprawy dotyczące kredytów złotowych opartych o wskaźnik WIBOR traktowano jako prawniczą ciekawostkę. W zasadzie pojedyncze, odosobnione próby podważenia konstrukcji powszechnie stosowanej w polskiej bankowości. Dziś obraz jest już inny. Orzecznictwo wchodzi w fazę, którą każdy doświadczony prawnik rozpozna bez trudu: zaczynają krystalizować się pierwsze powtarzalne linie argumentacyjne, a wyroki przestają być przypadkowe.

Stanisław Rachelski

Dwa modele rozstrzygnięć

Analiza dostępnych orzeczeń pozwala wyróżnić dwa zasadnicze kierunki, w jakich podążają sądy. Pierwszy, dalej idący, to unieważnienie całej umowy kredytowej. Takie wyroki zapadły już m.in. przed sądami okręgowymi w Szczecinie i Suwałkach. W ocenie tych sądów brak rzetelnego poinformowania kredytobiorcy o mechanizmie działania WIBOR naruszył równowagę kontraktową w stopniu uzasadniającym stwierdzenie nieważności umowy w całości.

Drugi kierunek jest łagodniejszy, choć finansowo również daleko idący: eliminacja wskaźnika WIBOR z umowy przy jednoczesnym pozostawieniu kredytu w mocy. W praktyce oznacza to przekształcenie zobowiązania w kredyt oparty wyłącznie na marży banku, a w skrajnych przypadkach kredyt o oprocentowaniu bliskim zeru, sprowadzający się do zwrotu samego kapitału. Potencjalne korzyści finansowe dla kredytobiorców są więc realne i znaczące, mówimy o zwrotach sięgających od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych.

Sedno sporu: nie wskaźnik, lecz sposób jego sprzedaży

W tym miejscu należy postawić sprawę jasno, bo wokół sporów WIBOR-owych narosło wiele nieporozumień. Korzystne wyroki dla kredytobiorców nie wynikają z tego, że WIBOR jako taki jest wadliwy czy nielegalny. Wynikają z czegoś zupełnie innego, z tego, w jaki sposób banki informowały klientów o jego charakterze i związanym z nim ryzyku.

Sądy konsekwentnie wskazują na te same uchybienia: brak wyjaśnienia, czym jest WIBOR i kto go ustala; brak przedstawienia mechanizmu jego zmienności; brak symulacji wpływu wzrostu stóp procentowych na wysokość raty; i wreszcie, brak realnego zobrazowania ryzyka ekonomicznego. Innymi słowy: kredytobiorca podpisywał umowę, nie rozumiejąc w pełni, na co się decyduje. I to właśnie ten element, czyli transparentność relacji kontraktowej i równowaga stron, jest oceniany przez sądy przez pryzmat dyrektywy 93/13/EWG o nieuczciwych warunkach w umowach konsumenckich.

Wyrok TSUE z 12 lutego 2026 r. Punkt zwrotny.

Istotnym momentem dla całego rynku stał się wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 12 lutego 2026 r. w sprawie C-471/24. Trybunał nie zakwestionował WIBOR jako wskaźnika referencyjnego i tu część komentatorów odczytała wyrok jako sukces banków. Byłoby to jednak odczytanie zbyt powierzchowne.

TSUE jednoznacznie podkreślił bowiem, że banki były zobowiązane do rzetelnego informowania klientów o charakterze wskaźnika i związanym z nim ryzykiem. To przesunięcie jest fundamentalne: spór przestaje dotyczyć tego, czy WIBOR „jest legalny”, a zaczyna dotyczyć tego, czy został prawidłowo zastosowany w konkretnej umowie wobec konkretnego konsumenta. Ciężar postępowania dowodowego przesuwa się tym samym na analizę dokumentów sprzedażowych, procedur bankowych oraz zeznań świadków, często dawnych pracowników banków, którzy niejednokrotnie nie są w stanie precyzyjnie wyjaśnić mechanizmu działania wskaźnika, który sprzedawali.

Kredyty sprzed 2018 roku. Silniejsza pozycja procesowa

Warto odnotować wyraźną linię podziału wynikającą z daty zawarcia umowy. Sprawy dotyczące kredytów udzielonych przed wejściem w życie rozporządzenia BMR w 2018 r. mają dziś wyraźnie mocniejszą pozycję procesową. W tych przypadkach banki nie mogą powoływać się na późniejsze standardy regulacyjne, a sądy oceniają obowiązki informacyjne według wcześniejszych, mniej sformalizowanych, ale paradoksalnie bardziej wymagających, standardów transparentności.

Argumentacja banków traci na sile

Sektor bankowy broni się konsekwentnie trzema tezami: że WIBOR jest wskaźnikiem regulowanym przez państwo, że klient zaakceptował ryzyko podpisując umowę, oraz że kredyty złotowe w ogóle nie podlegają ocenie z perspektywy dyrektywy 93/13. Dotychczasowe orzeczenia pokazują jednak, że argumenty te stopniowo tracą na skuteczności. Sądy wskazują wprost: sama regulacja wskaźnika nie zwalnia banku z obowiązku rzetelnego informowania klienta. Podpisanie umowy nie oznacza zaś automatycznie świadomej zgody na ryzyko, jeśli to ryzyko nie zostało uprzednio jasno i zrozumiale przedstawione.

Scenariusz znany z kredytów frankowych

Obecny etap sporów WIBOR-owych jest uderzająco podobny do wczesnej fazy sporów frankowych sprzed kilku lat. Wówczas też mieliśmy pojedyncze wyroki, rozproszoną argumentację i niepewność co do kierunku, w jakim podąży orzecznictwo. Wiemy, jak tamta historia się potoczyła.

Dziś w sprawach WIBOR rysuje się analogiczny schemat. Etap pierwszy — pojedyncze, przełomowe wyroki — mamy już za sobą (lata 2024–2025). Jesteśmy w etapie drugim: kształtowania się linii orzeczniczej po wyroku TSUE. Etap trzeci — wzrost liczby spraw i ujednolicanie podejścia przez sądy wyższych instancji — spodziewany jest w latach 2026–2027. Etap czwarty to stabilizacja i ewentualne systemowe rozwiązania: ugody sektorowe lub interwencja ustawodawcy.

Co to oznacza w praktyce

Dla kredytobiorców oznacza to realne otwarcie drogi do dochodzenia roszczeń, jednak przy bezwzględnej konieczności indywidualnej oceny każdej sprawy. Kluczowe są dokumenty z momentu zawarcia umowy oraz faktyczny zakres informacji przekazanych przez bank. Nie każda umowa WIBOR-owa będzie podważalna, ale wiele z nich, jak pokazują pierwsze wyroki, może okazać się podatna na zarzuty. Dla sektora bankowego jest to sygnał rosnącego ryzyka prawnego, którego nie można dłużej bagatelizować. Skala sporów nie osiągnęła jeszcze poziomu frankowego, lecz dynamika jest wyraźna, a pierwsze korzystne wyroki działają jak zaproszenie dla kolejnych kredytobiorców. Oś całego sporu jest już jasno zdefiniowana: nie sam wskaźnik, lecz transparentność i uczciwość relacji kontraktowej. To właśnie ten element zadecyduje o kierunku dalszego orzecznictwa. A wszystko wskazuje na to, że najważniejsze rozstrzygnięcia są jeszcze przed nami.

Autor wpisu oraz
Mistrz prawa na stronie rachelski.pl

Stanisław Rachelski

Stanisław Rachelski

Wspólnik zarządzający

Prawnik biznesowy od 1987 roku, arbiter w Krajowym Sądzie Arbitrażowym w Warszawie, mediator przy Sądzie Okręgowym w Warszawie. Członek wielu rad nadzorczych. Zwolennik polubownego rozwiązywania sporów. Doświadczony negocjator i mediator. Ekspert w zakresie uwalniania od toksycznych kredytów. Specjalista w zakresie fuzji i przejęć, prywatyzacji, rynków kapitałowych oraz prawa handlowego i cywilnego. Wieloletni pracownik sektora bankowego.