WIBOR po wyroku TSUE.

10 marca 2026

Anna Domin

WIBOR po wyroku TSUE. Czy kredytobiorcy złotówkowi pójdą śladem frankowiczów?

Dzień dobry Państwu. Witamy na spotkaniu z ekspertami z Kancelarii Rachelski i Wspólnicy, którzy specjalnie dla Państwa wyjaśnią i skomentują tytuły oraz informacje pojawiające się w mediach w minionym tygodniu. Dotyczą one zarówno kredytobiorców złotówkowych, jak i tych, którzy zaciągnęli kredyty w walutach obcych i walczą dziś o unieważnienie swoich umów. Dzisiejsze nagłówki skomentuje dla Państwa mecenasi: Stanisław Rachelski i Michał Tomasiak

Przejdźmy teraz do gorącego tematu, który w ostatnich dniach wyraźnie wybrzmiewa w mediach. Banki bardzo intensywnie komunikują kwestie związane z kredytami, a także z wyborem kancelarii prawnych. Pojawiają się również komentarze dotyczące WIBOR-u po wyroku TSUE. W przestrzeni publicznej pojawia się pytanie: czy sektor bankowy manipuluje faktami i dlaczego kredytobiorcy nie powinni wierzyć w każdy zapowiadany przełom?

Jako pierwszego poproszę o komentarz mecenasa Stanisława Rachelskiego.

Radca prawny Stanisław Rachelski: Można powiedzieć, że po wyroku TSUE w mediach trwa pewnego rodzaju wojna narracyjna. Stanowisko banków jest dość oczywiste, od lat podkreślają one, że kredytobiorcy powinni po prostu spłacać swoje kredyty, a nie szukać możliwości uwolnienia się od toksycznych zapisów w umowach kredytowych. Po wyroku dotyczącym sprawy polskiej banki zaczęły komunikować, że jest to ich zwycięstwo i że WIBOR jest legalny. W rzeczywistości jednak nie o to w tej sprawie chodzi. Nie chodzi wyłącznie o to, czy sam wskaźnik WIBOR jest legalny, lecz o to, w jaki sposób jest on stosowany i jak funkcjonuje w konkretnych umowach kredytowych. Przesunięcie akcentu na samą „legalność” ma w istocie jeden cel – zniechęcić kredytobiorców do sprawdzania swoich umów i do podejmowania działań prawnych. Tymczasem jest spora grupa osób, które trafiają do kancelarii takich jak nasza, gdzie dokonujemy analizy umów kredytowych i sprawdzamy, czy znajdują się w nich zapisy niezgodne z prawem lub z orzecznictwem, w tym również z wyrokami TSUE. W praktyce okazuje się, że kluczowe pytanie nie brzmi: czy WIBOR jest legalny. Znacznie ważniejsze jest to, w jaki sposób został zastosowany w umowie oraz jak klient był informowany przed jej podpisaniem. Co dokładnie przekazano kredytobiorcy? Jakie informacje otrzymał przed podjęciem decyzji o zaciągnięciu zobowiązania na 25 czy 30 lat? I to właśnie te kwestie – sposób informowania klienta oraz konstrukcja samej umowy – są dziś przedmiotem analizy w wielu sprawach.

Radca prawny Michał Tomasiak: Tak, dokładnie. Ten artykuł mówi również o pewnej skrajnej narracji, którą rzekomo prowadzą zarówno kancelarie, jak i banki. Ja jednak skłaniałbym się do stwierdzenia, że to banki znacznie mocniej promują interpretację tego wyroku jako korzystnego dla siebie. Dlaczego? Banki, nauczone doświadczeniem, chcą ten problem zdusić w zarodku. W przypadku kredytów frankowych popełniły już pewien błąd – były przekonane, że tych umów nie da się skutecznie podważyć. Miały po swojej stronie orzeczenia Sądu Najwyższego, które były dla konsumentów bardzo niekorzystne i – można powiedzieć – pozostawały w sprzeczności z elementarnymi zasadami ochrony konsumenta. W tamtym czasie banki czuły się więc bardzo pewnie. Dziś sytuacja jest inna. Po licznych prokonsumenckich orzeczeniach TSUE banki starają się już na wczesnym etapie stworzyć taką narrację, która zniechęci kredytobiorców do dochodzenia swoich praw w sądzie. Tymczasem prawda jest taka, że ten wyrok jest w pewnym zakresie korzystny dla konsumentów. Daje on bowiem furtkę do tego, aby takie umowy kwestionować. Banki twierdziły wcześniej, że TSUE w tym wyroku przesądzi, iż WIBOR nie może być w ogóle badany przez sądy, ponieważ jest wskaźnikiem ustawowym. Trybunał powiedział jednak coś innego. Wskazał, że w indywidualnych sprawach można badać sposób stosowania tego wskaźnika. Oczywiście sądy nie będą oceniały samej ustawy ani tego, jak została ona skonstruowana, to jest naturalne, ponieważ TSUE nie rozstrzyga o legalności ustaw i nie ma takich kompetencji. Natomiast Trybunał jasno zaznaczył, że można analizować to, w jaki sposób wskaźnik był stosowany w praktyce oraz jak kredytobiorcy byli o nim informowani przed zawarciem umowy. I to są bardzo ważne informacje dla wszystkich osób posiadających kredyty złotówkowe – ponieważ oznacza to, że droga do badania takich umów w sądach pozostaje otwarta.

Tak, ta kwestia pozostaje otwarta. Widać to choćby na przykładzie frankowiczów, którzy dziś wygrywają w sądach. Kolejny tytuł, o którym chcemy porozmawiać, dotyczy właśnie ich: „Kredyty frankowe przyspieszają w sądach”. Prowadzimy bardzo dużo takich spraw i z doświadczenia wiemy, że nie wszystko zależy wyłącznie od samych stron postępowania. Wiele zależy również od tego, do jakiego sądu trafi sprawa – w zależności od sądu czas oczekiwania na rozstrzygnięcie może być krótszy lub dłuższy. Dlatego jako pierwszego o komentarz poproszę mecenasa Michała Tomasika.

Radca prawny Michał Tomasiak: Oczywiście czas rozpatrywania takich spraw jest różny. Można mówić o pewnej średniej – w pierwszej instancji postępowania trwają zwykle około dwóch–trzech lat. W apelacji rozpiętość bywa większa, czasem jest to rok, a czasem nawet trzy lata w bardziej skrajnych przypadkach. Zdarza się więc, że cała sprawa frankowa trwa pięć czy sześć lat i nie jest to nic nadzwyczajnego. Trzeba jednak pamiętać, że wynika to przede wszystkim z przeciążenia sądów. Liczba pozwów jest bardzo duża i w pewnym momencie sądy zostały nimi zasypane. Nie oznacza to jednak systemowego paraliżu. Z mojego doświadczenia wynika wręcz, że sprawy frankowe są dziś rozpatrywane sprawniej niż jeszcze kilka lat temu. Kiedyś oznaczało to przesłuchiwanie wielu świadków czy powoływanie biegłych i kilka rozpraw. Dziś w wielu przypadkach sprawa kończy się już na pierwszym terminie.

Radca prawny Stanisław Rachelski: Pojawiają się obecnie zapowiedzi projektów nowelizacji przepisów, które mają teoretycznie przyspieszyć postępowania – poprzez wprowadzenie nowych instrumentów prawa procesowego przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Pytanie jednak, czy rzeczywiście okażą się one skuteczne. Historia pokazuje, że kolejne reformy procedury cywilnej rzadko prowadziły do realnego przyspieszenia postępowań sądowych. Można więc mieć wątpliwości, czy proponowane zmiany rzeczywiście przyniosą oczekiwany efekt. W postępowaniu cywilnym konsument pozostaje stroną słabszą wobec banku, dlatego kluczowe jest zachowanie skutecznej ochrony jego praw. Konsument ma prawo dochodzić swoich roszczeń przed sądem i realizować przysługujące mu uprawnienia. Zobaczymy więc, jakie konkretnie rozwiązania zostaną zaproponowane i czy rzeczywiście wejdą w życie.

Radca prawny Michał Tomasiak: Poza tym trzeba pamiętać, że jeśli chodzi o sprawy frankowe, to liczba nowych pozwów stopniowo maleje. Można więc zakładać, że za rok czy dwa będzie to już znacznie mniejsza skala spraw. Dlatego myślenie o zmianach wyłącznie przez pryzmat tych postępowań nie wydaje się dziś najważniejsze. Znacznie bardziej potrzebna jest szersza refleksja nad całą procedurą cywilną – nad tym, jak ją zmodernizować i usprawnić, aby postępowania sądowe rzeczywiście przebiegały szybciej. Potrzeba więcej nowych technologii w sądach, większej odwagi w stosowaniu nowoczesnych rozwiązań oraz większej liczby szkoleń dla sędziów. Chodzi również o to, aby odchodzić od praktyki mnożenia posiedzeń, które w istocie nie wnoszą nic do postępu sprawy. W wielu przypadkach postępowanie mogłoby być prowadzone sprawniej, gdyby większy nacisk położono na efektywną organizację procesu.

Tak, wszyscy jako obywatele życzylibyśmy sobie, aby instrumenty państwa działały sprawniej i nadążały za zmianami, które zachodzą choćby w biznesie i z których na co dzień wszyscy korzystamy. Przejdźmy do ostatniego tematu. Widzę, że wracamy jeszcze do kwestii WIBOR-u po wyroku TSUE. Jako pierwszego o komentarz poproszę mecenasa Stanisława Rachelskiego.

Radca prawny Stanisław Rachelski: Mamy tu do czynienia z wyrokiem z listopada ubiegłego roku wydanym przez sąd w Jeleniej Górze, w którym sąd wyeliminował z umowy kredytowej jeden ze składników oprocentowania, czyli tak zwaną stopę bazową. Jest to bardzo interesujące i ważne orzeczenie, pokazujące, że sądy mogą analizować tego rodzaju zapisy w umowach kredytowych. Co istotne, wyrok ten zapadł jeszcze przed rozstrzygnięciem TSUE. Sąd wskazał między innymi, że umowa zawarta między stronami nie precyzowała, od jakich czynników i w jakich okolicznościach może zmieniać się stopa bazowa kredytu mieszkaniowego. Kredytobiorcom nie wyjaśniono również, kto jest administratorem tego wskaźnika ani w jaki sposób jest on ustalany. W ocenie sądu oznaczało to, że wskaźnik ten w praktyce mógł zmieniać się w sposób nieograniczony, bez jasnych zasad i bez odpowiedniego poinformowania kredytobiorcy. W związku z tym sąd przychylił się do argumentacji strony powodowej i uznał, że konstrukcja umowy kredytowej w tym zakresie zabezpieczała wyłącznie interes banku.

Radca prawny Michał Tomasiak: W tej sprawie sąd oparł się na argumentach, które później znalazły potwierdzenie również w orzecznictwie TSUE. Trybunał jasno wskazuje, że taki wskaźnik należy badać przede wszystkim pod kątem tego, jak działa w praktyce i w jaki sposób może wpływać na sytuację kredytobiorcy. Kluczowe jest więc to, w jaki sposób przedstawiono kredytobiorcy ryzyko związane z tym wskaźnikiem i jak mogło się ono zmaterializować. Powinno być jasno pokazane, że takie ryzyko może mieć charakter nawet nieograniczony. W tej konkretnej sprawie zabrakło jednak takiej rzetelnej informacji. Warto zauważyć, że rata kredytu w tej sprawie wzrosła z około tysiąca do trzech tysięcy złotych, czyli trzykrotnie. Symulacje przedstawiane kredytobiorcy nie oddawały realnej skali możliwych zmian. Owszem, pojawiała się informacja, że oprocentowanie jest zmienne, ale była ona zbyt ogólna i niewystarczająca. Z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wynika jasno, że nie można przekazywać informacji w sposób wybiórczy. Kredytobiorca powinien otrzymać pełną i rzetelną informację o ryzyku. Co więcej, powinna być ona przedstawiona prostym i zrozumiałym językiem. Nie wystarczy więc powiedzieć, że istnieje jakiś wskaźnik, który może się zmieniać. Dokumenty przekazywane klientowi powinny jasno wskazywać, jakie mogą być konsekwencje tych zmian i jakie ryzyko wiąże się z zawarciem takiej umowy kredytowej.

Radca prawny Stanisław Rachelski: Proszę zauważyć, że dziś sytuacja wygląda już nieco inaczej. Jeśli ktoś ubiega się obecnie o kredyt hipoteczny, to w praktyce otrzymuje znacznie pełniejszą informację o tym, jakie ryzyko wiąże się ze zmiennym oprocentowaniem i jakie mogą być jego konsekwencje. Można więc powiedzieć, że banki w pewnym stopniu wyciągnęły wnioski z wcześniejszych doświadczeń i zaczęły przekazywać klientom bardziej szczegółowe informacje. Problem polega jednak na tym, że przez wiele lat wyglądało to zupełnie inaczej. Mówimy przecież o ponad dwóch milionach umów kredytowych, w których – jak dziś pokazują liczne sprawy sądowe – banki w wielu przypadkach nie przekazywały konsumentom pełnej i rzetelnej informacji o ryzyku związanym z takim produktem finansowym.

To już wszystkie tematy, które przygotowaliśmy dla Państwa na dziś. Chciałbym jednak serdecznie zachęcić do udziału w naszych spotkaniach, podczas których poświęcamy więcej czasu zagadnieniom związanym z kredytami frankowymi i kredytami opartymi na WIBOR-ze. Już jutro, w środę o godzinie 14:00, zapraszamy na spotkanie dla osób posiadających kredyty złotówkowe. Natomiast w czwartek o godzinie 16:00 odbędzie się spotkanie dla osób, które posiadają kredyty w walutach obcych. Zapraszamy również do przeanalizowania swoich umów kredytowych – w Kancelarii Rachelski i Wspólnicy taka analiza jest oferowana bezpłatnie. Podczas spotkań dzielimy się wiedzą i doświadczeniem, aby pomóc Państwu lepiej zrozumieć swoją sytuację i możliwe rozwiązania.

Autor wpisu oraz
Mistrz prawa na stronie rachelski.pl

Anna Domin

Anna Domin

DYREKTOR MARKETINGU

Filozof, Absolwentka Wydziału Nauk Społecznych, Instytut Filozofii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Posiada 15-letnie doświadczenie w zakresie kreowanie wizerunku w oparciu o strategię marketingową 360, Specjalizuje się w obszarach związanych z marketingiem i PR, budowaniem doświadczania z marką i kreowaniem efektywnej komunikacji z rynkiem. Jej publikacje ukazywały się na łamach takich tytułów jak: Marketing i Biznes, Magazif, Design Alive, Architecture Snob, Architect@Work.