TSUE zmienia reguły gry. Kredytobiorcy zyskują.

4 lutego 2026

Anna Domin

TSUE zmienia reguły gry. Kredytobiorcy zyskują, banki tracą argumenty

Dzień dobry Państwu. Witam Państwa na spotkaniu z ekspertami z kancelarii Rachelski i Wspólnicy. To cykl spotkań, podczas których mecenasi – eksperci z kancelarii Rachelski i Wspólnicy – tłumaczą, wyjaśniają i komentują nagłówki pojawiające się w mediach, a dotyczące kredytobiorców. Dziś dla Państwa komentować i objaśniać medialne doniesienia będzie pan mecenas Stanisław Rachelski i Pani Mecenas Karolina Kuleta.

Przejdźmy do pierwszego tematu, który pojawił się w minionym tygodniu. „Sędziowie masowo oddalają pozwy o WIBOR, bo nie czują różnicy. Chaos w sądach. Cisza przed burzą.” Już za tydzień poznamy wyrok TSUE. Jako pierwszą o komentarz poproszę panią mecenas Kuletę.

Radca prawny Karolina Kuleta: Tytuł artykułu jest dosyć złowieszczy, natomiast nie jest aż tak źle, jak mogłoby się wydawać na podstawie samego nagłówka. Oczywiście chaos jest, ale nie na taką skalę, by można było mówić o masowym oddalaniu spraw. Tego chaosu zapewne nie unikniemy także w przyszłości, raczej nie opuści nas on szybko. Natomiast jak najbardziej spodziewamy się zmian, i to zmian diametralnych, jeżeli chodzi o kwestie wyboru i kierunek orzecznictwa. Faktem jest, że coraz więcej spraw wpływa do sądów, obserwujemy tu wyraźny wzrost. Faktem jest również to, że coraz częściej docierają do nas doniesienia o kolejnych wyrokach pozytywnych dla kredytobiorców. Dzieje się to coraz śmielej i coraz częściej. Oczywiście, w skali całego kraju statystyka ta nie jest jeszcze bardzo optymistyczna, niemniej, jak już niejednokrotnie mówiliśmy, kropla drąży skałę. Powoli do części sędziów dociera to, o czym mówimy od dawna, czyli że WIBOR można kwestionować, że należy mu się przyglądać i że faktycznie istnieją podstawy do tego, aby takie umowy, czy to w części, czy w całości podważać. Wyroki uwzględniające powództwa kredytobiorców docierają do nas z pewnym opóźnieniem, niemniej mamy już co najmniej kilka, kilkanaście przypadków, w których WIBOR został albo częściowo wykreślony z umowy, albo doszło do unieważnienia całej umowy. Jest to jednak proces, co doskonale wiemy także z doświadczeń związanych z kredytami frankowymi bardzo oporny i postępujący wolno. Zdecydowanie nie tak szybko, jakbyśmy tego oczekiwali. Niewątpliwie martwi nas fakt, że wciąż część sędziów pozostaje oporna na te argumenty, a zmiany zachodzą stopniowo.

Radca prawny Stanisław Rachelski: Niestety, cały czas pojawiają się nowe okoliczności oraz nowe orzeczenia TSUE. Trzeba je poznawać i być na bieżąco, a nie orzekać bez refleksji tylko po to, aby sprawa spadła z wokandy.

Radca prawny Karolina Kuleta: Tak, mamy już przecież opinię Rzeczniczki Generalnej TSUE, która wprost wskazuje, że WIBOR można i należy badać. Bardzo istotne są tu aspekty informacyjne oraz analiza tego, czy banki wywiązywały się z obowiązków informacyjnych wobec kredytobiorców. Niestety, mimo tej opinii którą, jak sądzimy, Trybunał powieli w wyroku, który ma zostać wydany już 12 lutego część sędziów wciąż dość bezrefleksyjnie oddala powództwa, niejako a priori. Już na pierwszy rzut oka uznają oni, że WIBOR-u nie należy badać, nie wchodzą głębiej w tę tematykę i nie dostrzegają konieczności rozróżnienia pomiędzy poszczególnymi umowami kredytowymi opartymi o WIBOR. Tymczasem takie rozróżnienie jest konieczne, chodzi o umowy zawarte przed 2018 rokiem oraz po 2018 roku. Zarówno jedne, jak i drugie, w naszej ocenie, można podważać, choć w każdym z tych przypadków inne aspekty nabierają kluczowego znaczenia. W odniesieniu do umów zawartych przed 2018 rokiem, czyli przed wejściem w życie rozporządzenia BMR, można wskazywać na liczne wady samego procesu ustalania wskaźnika. Wówczas WIBOR był nadzorowany przez prywatne stowarzyszenie, brakowało realnego nadzoru państwowego oraz regulacji, które porządkowałyby te kwestie. W tym zakresie pojawia się więc cały szereg zarzutów dotyczących takich umów. Najbliższe orzeczenie TSUE nie będzie jednak odnosiło się do tych przypadków, ponieważ wyrok zapowiadany na 12 lutego dotyczyć będzie umów zawartych po 2018 roku, a więc w stanie prawnym już bardziej uregulowanym, gdy obowiązywało rozporządzenie BMR. W przypadku tych nowszych umów skupiamy się już nie tyle na samym sposobie ustalania WIBOR-u, ile na tym, czy banki rzetelnie informowały klientów, czym WIBOR jest, kto go ustala i w jaki sposób. Z naszych obserwacji wynika jednak, że część sędziów w ogóle nie dostrzega tego rozróżnienia, nie widzi problemu ani wagi tej tematyki. Jak wskazał wcześniej pan mecenas, można przypuszczać, że jest to kwestia wymagająca dalszej edukacji.

Radca prawny Stanisław Rachelski: Tak, edukacja jest bardzo ważna. Mamy przecież także stanowisko UOKiK-u — decyzję dotyczącą oprocentowania zmiennego, w której wskazano, że może ono zostać uznane za abuzywne. Decyzja ta dotyczy m.in. PKO BP i stanowi kolejny argument potwierdzający, że umowy oparte o współczynnik referencyjny WIBOR mogą i będą podważane. Oczywiście banki dysponują ogromnymi środkami finansowymi, a co za tym idzie silną propagandą medialną. W przekazie publicznym często pojawia się narracja, że banki wygrywają, a kredytobiorcy złotówkowi nie mają szans. Tymczasem mamy już szereg wyroków zapadających w różnych ośrodkach i w różnych sądach okręgowych, które albo usuwają WIBOR z umowy, jak wspomniała koleżanka albo uznają całą umowę za nieważną. Coraz częściej pojawiają się również zabezpieczenia w postaci wniosków o zawieszenie spłaty kredytu do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy. Realnie stanie się to możliwe w sposób bardziej klarowny dopiero po 12 lutego, na co intensywnie się przygotowujemy. Wierzymy, że TSUE zapoczątkuje realną reformę systemu bankowego, ponieważ banki same z siebie reformować się nie chcą. Nawet w sytuacji, gdy w umowach występują klauzule niedozwolone, wciąż stoją na stanowisku, że wpis takich klauzul przez UOKiK na listę klauzul zakazanych niczego nie zmienia.

Radca prawny Karolina Kuleta: Trzeba przede wszystkim podkreślić, że nie warto zbytnio przejmować się obecnymi statystykami ani zniechęcać się do wchodzenia na drogę sądową. Pan mecenas z pewnością potwierdzi, że bardzo podobna sytuacja miała miejsce na początku spraw dotyczących kredytów frankowych. Wówczas również wyglądało to w ten sposób. Z naszego bogatego doświadczenia wynika, że historia po prostu się powtarza i jest to naturalny przebieg rzeczy.

Oby ta historia zakończyła się dla wszystkich posiadaczy kredytów złotówkowych opartych o WIBOR tak, jak dla frankowiczów. Już za tydzień będziemy mieli pełniejszy obraz sytuacji. W czwartek o godzinie 16.00 przygotowujemy dla Państwa specjalne spotkanie z ekspertami, dlatego warto tu zaglądać i śledzić na bieżąco informacje dotyczące tego, co będzie się działo w TSUE. Przejdźmy do drugiego tematu. „Frankowicze zyskują tarczę przed presją i pozwami banków. TSUE — potrącenie kapitału”. To zagadnienie było głośno komentowane w minionym tygodniu. Jako pierwszego o komentarz poproszę pana mecenasa Rachelskiego.

Radca prawny Stanisław Rachelski: To jest kolejne korzystne orzeczenie dla frankowiczów, wskazujące, że banki nie mogą dokonywać potrąceń swoich wierzytelności wobec kredytobiorców, a jednocześnie domagać się odsetek aż do momentu, w którym sprawa zostanie prawomocnie rozstrzygnięta przez sąd. Banki od lat działały jednak wbrew temu kierunkowi, strasząc kredytobiorców pozwami oraz różnego rodzaju oświadczeniami. W tej konkretnej sprawie chodziło o Santander Bank i kwotę rzędu 360 tysięcy złotych. Trybunał jednoznacznie stanął po stronie kredytobiorców. Wskazano, że takie potrącenia, prowadzące do naliczania dodatkowych odsetek oraz obciążania kredytobiorców kosztami bankowymi i sądowymi, w tym wysokimi opłatami sądowymi nie mogą być stosowane. Nie można w ten sposób obciążać kredytobiorców ani wręcz ich straszyć, po to, aby zniechęcać ich do wchodzenia na drogę sądową. Bank może co prawda podnieść zarzut potrącenia, jednak jego skuteczność może nastąpić dopiero od dnia uprawomocnienia się wyroku.

Radca prawny Karolina Kuleta: Jest to już trzeci wyrok Trybunału dotyczący sprawy z powództwa banku, a nie z powództwa kredytobiorców. Właściwie większość kwestii, które wymagały rozstrzygnięcia w sprawach wytaczanych przez kredytobiorców, została już wyjaśniona. Linia orzecznicza w tym zakresie jest dziś bardzo ugruntowana. Natomiast Trybunał po raz trzeci pochylił się nad sprawami z powództwa banków, które obecnie stanowią właściwie jedyny instrument wykorzystywany przez banki w celu odstraszania kredytobiorców od wchodzenia na drogę sądową.Wszystkie inne argumenty banków zostały już przez Trybunał wytrącone. W zasadzie pozostały im jedynie kontrpowództwa. I również w tym zakresie widzimy, że Trybunał konsekwentnie stoi po stronie kredytobiorców. We wcześniejszych wyrokach, w sprawie Lubrecznik, Trybunał wskazał, że bank nie może pozywać o całość wypłaconego kapitału, bez uwzględniania tego, ile kredytobiorca już spłacił. W kolejnym wyroku, w sprawie Ryczara potwierdzono, że kredytobiorca nie może być obciążany kosztami postępowania wszczętego z powództwa banku. Natomiast w tym najnowszym wyroku kluczowe znaczenie ma kwestia, o której wspomniał już pan mecenas, bank nie może domagać się odsetek w momencie kierowania wezwania do zapłaty do kredytobiorcy. Nie może naliczać odsetek ustawowych za opóźnienie, jeżeli jednocześnie twierdzi, że umowa jest ważna i skuteczna. Banki stosują bowiem swoistą „schizofrenię procesową”. Z jednej strony, w sprawach z powództwa kredytobiorców twierdzą, że umowa jest ważna, skuteczna i powinna być dalej wykonywana. Z drugiej strony – w tym samym czasie – kierują do kredytobiorców wezwania do zapłaty, a następnie pozwy oparte na nieważności tej samej umowy. Trybunał jednoznacznie przeciął taką możliwość, wskazując, że banki nie mogą w takich okolicznościach naliczać odsetek.

Radca prawny Stanisław Rachelski: Rzeczywiście, w przypadku frankowiczów od dłuższego czasu napływają dla nich korzystne informacje. Myślę, że to również uspokoi wszystkich tych, którzy zastanawiali się, czy mogą pojawić się potrącenia związane z odsetkami.

W zasadzie można powiedzieć, że jest to pewnego rodzaju przypomnienie dla frankowiczów, że cały czas mogą coś zrobić ze swoim kredytem. Banki, prowadząc takie działania, zdecydowanie grają tu na swoją niekorzyść.

Przejdźmy do ostatniego tematu. „Pan Krzysztof Stanowski ujawnia kulisy ugody z bankiem w sprawie kredytu we frankach”. W tym wątku pojawia się nieco więcej informacji na temat strategii banków dotyczących ugód. Jako pierwszego o komentarz poproszę pana mecenasa Rachelskiego.

Radca prawny Stanisław Rachelski: W tym przypadku pan Stanowski otrzymał pierwszą propozycję ugodową, która miała charakter symboliczny. Po jej odrzuceniu pojawiła się kolejna i to jest typowa strategia banków: na początku zaproponować jak najmniej. W mediach często mówi się, że banki proponują ugody, licząc na to, że „a nuż się uda”. Jeżeli ktoś nie ma swojego mecenasa, nie analizuje kwestii ekonomicznych, a w szczególności podatkowych — bo tu również pojawia się bardzo istotny wątek podatkowy może skusić się na kwotę rzędu 27 tysięcy złotych. Tymczasem w tym konkretnym przypadku, który znamy bardzo dokładnie i co do którego jesteśmy uprawnieni do ujawniania danych kwotowych, do uzyskania w postępowaniu sądowym jest znacznie więcej. Należy się spodziewać rozstrzygnięcia korzystnego dla pana Stanowskiego, bez konieczności zapłaty podatku, a kwoty te będą zdecydowanie wyższe niż to, co proponuje bank. Bank zawsze będzie proponował mniej, niż faktycznie powinien zapłacić, bo z jego perspektywy jest to po prostu korzystne. Dlatego każdą propozycję ugody warto dokładnie przeanalizować, zastanowić się, czy jest ona rzeczywiście godna uwagi, czy chcemy oddać bankowi coś, co nam się należy, tylko po to, by mieć pozorny spokój. Trzeba również rozważyć kwestie podatkowe i całość oceniać rozsądnie, z chłodną głową i przy udziale doświadczonych mecenasów.

Radca prawny Karolina Kuleta: Tak, ten przypadek to jest dokładnie taki przypadek, jaki na co dzień znamy z naszej pracy w kancelarii, czyli diametralne zmiany w podejściu banku i bardzo wyraźne różnice pomiędzy kolejnymi propozycjami ugodowymi. Nie raz już widzieliśmy takie sytuacje, panie mecenasie — i to jest prawda. Właśnie dlatego wielokrotnie powtarzaliśmy, czy to podczas prasówek, czy webinariów , że przyjmowanie pierwszej propozycji ugodowej banku nie jest, delikatnie mówiąc, najlepszym pomysłem. Jest to propozycja „na wyczucie”, mająca na celu sprawdzenie, na czym kredytobiorcy najbardziej zależy i z jakich roszczeń jest skłonny zrezygnować. Z niemal stuprocentową pewnością można powiedzieć, że pojawią się kolejne propozycje i będą one lepsze. Nawet jeśli bank straszy, że jest to „ostatnia propozycja”, że oferta wygasła albo że już nie obowiązuje, takie sytuacje również się zdarzają w praktyce bardzo często pojawiają się następne, korzystniejsze warunki.

Radca prawny Stanisław Rachelski: Nie jest więc tak, że bank kończy rozmowy ugodowe wraz z upływem terminu, który sam wyznaczył na odpowiedź na propozycję ugodową. W praktyce, mimo upływu tego terminu, bank bardzo często „łaskawie” uruchamia kolejny, aby dalej prowadzić negocjacje.

Radca prawny Karolina Kuleta: To oczywiście bardzo miłe ze strony banku, natomiast to, co Państwo powinni przede wszystkim wiedzieć, to fakt, że jeżeli ktoś jest pewny swoich racji w sądzie, to zazwyczaj nie proponuje ugody. I część kredytobiorców zaczyna już zdawać sobie z tego sprawę. W zeszłym tygodniu rozmawiałam z klientką, która powiedziała wprost, że do wystąpienia na drogę sądową skłoniło ją właśnie stanowisko banku. Bank już dwa albo trzy razy namawiał ją do zawarcia ugody i to dało jej do myślenia, skoro bank tak bardzo naciska na ugodę, to znaczy, że z tą umową musi być coś nie tak. I był to bardzo słuszny tok rozumowania. Jeżeli chodzi na przykład o mBank, to jest to obecnie bank, który przoduje w składaniu propozycji ugodowych. W jednej sprawie potrafi pojawić się kilka, a nawet kilkanaście propozycji ugody. Często wygląda to tak, że jedna zostaje odrzucona, a niemal natychmiast pojawia się kolejna. Co istotne, różnice pomiędzy kolejnymi propozycjami nie wynoszą 2–3 tysiące złotych, lecz 30, 40, a czasem nawet kilkaset tysięcy złotych. To faktycznie się dzieje i kredytobiorcy często są tym zaskoczeni – zastanawiają się, jak to możliwe, że bankowi opłaca się zawrzeć ugodę nawet na poziomie 270 czy 300 tysięcy złotych. Prawda jest taka, że każda ugoda bankowi się opłaca, bo nawet wtedy bank osiąga określoną oszczędność w porównaniu do tego, co mógłby stracić w postępowaniu sądowym.

Radca prawny Stanisław Rachelski: Nie pamiętam przypadku, a zajmujemy się tymi kredytami od wielu lat, właściwie od 2015 roku, czyli już od jedenastu lat, żeby jakikolwiek klient, który zdecydował się pójść do końca, złożył pozew i uzyskał wyrok, żałował tej decyzji. W naszej kancelarii wszystkie zakończone sprawy zakończyły się stuprocentową wygraną. Nie znam osoby, która żałowałaby, że poszła do końca i otrzymała te środki, można je nazwać swoistym zadośćuczynieniem, również w postaci należnych odsetek. Znam natomiast osoby, które podpisały ugody i mówią dziś, że był to jedynie pozorny spokój. Codziennie budzą się z myślą, że te sto tysięcy złotych, a czasem nawet więcej, bardzo przydałoby się ich rodzinie.

Z pewnością warto podkreślić, że jeżeli otrzymują Państwo jakiekolwiek propozycje ze strony banku — w szczególności dotyczące zmiany warunków umowy lub ugody — zawsze warto je skonsultować z ekspertem i zgłosić się do profesjonalisty. To pozwala uniknąć poważnych problemów w przyszłości. Myślę, że wielu kredytobiorców przekonało się o tym szczególnie na pierwszym etapie propozycji ugodowych, kiedy pojawiało się przekonanie, że bank oferuje coś wyjątkowego i „specjalnego”.

To wszystkie tematy, które przygotowaliśmy dziś dla Państwa. Dziękuję mecenasom za poświęcony czas i za wyjaśnienie medialnych nagłówków. Zapraszam Państwa na dwa wydarzenia. Jutro o godzinie 14.00 zapraszamy osoby posiadające kredyty złotówkowe oparte o WIBOR. Pokażemy, jak dziś może wyglądać ścieżka kredytobiorcy złotówkowego, od czego należy zacząć oraz na czym w ogóle polega problem WIBOR-u w umowach kredytowych. W czwartek o godzinie 14.00 zapraszamy kredytobiorców posiadających kredyty w walutach obcych, we frankach, dolarach lub euro również te już spłacone. Wciąż istnieje możliwość odzyskania bardzo dużych kwot. Będzie to okazja, aby zapoznać się z aktualnym orzecznictwem i na konkretnych liczbach zobaczyć, jak może zmienić się Państwa sytuacja finansowa. Dziękujemy mecenasom za poświęcony czas. Zachęcamy Państwa do przesyłania umów do bezpłatnej analizy.

Autor wpisu oraz
Mistrz prawa na stronie rachelski.pl

Anna Domin

Anna Domin

DYREKTOR MARKETINGU

Filozof, Absolwentka Wydziału Nauk Społecznych, Instytut Filozofii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Posiada 15-letnie doświadczenie w zakresie kreowanie wizerunku w oparciu o strategię marketingową 360, Specjalizuje się w obszarach związanych z marketingiem i PR, budowaniem doświadczania z marką i kreowaniem efektywnej komunikacji z rynkiem. Jej publikacje ukazywały się na łamach takich tytułów jak: Marketing i Biznes, Magazif, Design Alive, Architecture Snob, Architect@Work.