Dzień dobry Państwu, witamy w kolejnej prawniczej prasówce, spotkaniu z ekspertami, podczas którego wyjaśniamy najważniejsze informacje prawne z minionego tygodnia. Dziś omówimy tematy istotne dla kredytobiorców: zarówno tych, którzy zaciągnęli kredyty powiązane z walutami obcymi, euro, dolarem, jenem, a przede wszystkim frankiem szwajcarskim — jak i dla kredytobiorców złotówkowych. Najważniejsze nagłówki ostatnich dni skomentuje mecenas Stanisław Rachelski. Dzień dobry, Panie Mecenasie i Mecneas Jagoda Knopp.
Pierwszy temat dotyczy frankowiczów. Tytuł brzmi: TSUE rozbił główny argument banków. Pozew można złożyć nawet po latach od spłaty kredytu. Mówimy tutaj o wyroku, który zapadł w marcu. Dlaczego jest on tak ważny? Czego dokładnie dotyczy? I czy może wpłynąć na to, co dzieje się obecnie w polskich sądach? Jako pierwszego o komentarz poproszę Panią Mecenas Jagodę Knopp.
radca prawny Jagoda Knopp: Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej odpowiadał wprawdzie na pytanie zadane przez sąd węgierski, jednak to orzeczenie będzie miało znaczenie również dla spraw prowadzonych przed polskimi sądami. Trybunał wypowiedział się w bardzo ważnej kwestii — czyli od kiedy należy liczyć przedawnienie roszczeń frankowicza. Innymi słowy: do kiedy kredytobiorca może jeszcze wystąpić do sądu ze swoim roszczeniem. TSUE wskazał jednoznacznie, że kluczowy jest moment, w którym kredytobiorca dowiedział się, że w jego konkretnej umowie znajdują się klauzule niedozwolone. To bardzo istotne stanowisko, ponieważ wcześniej pojawiały się argumenty, że termin przedawnienia powinien być liczony od chwili, gdy w mediach zaczęły pojawiać się informacje o sprawach frankowych i o możliwej wadliwości takich umów. Trybunał wyraźnie to uporządkował. Podkreślił, że nie chodzi o ogólną wiedzę pojawiającą się w przestrzeni publicznej, ale o świadomość dotyczącą konkretnej umowy danego kredytobiorcy. To orzeczenie otwiera drogę także tym frankowiczom, którzy do tej pory obawiali się, że ich roszczenia są już przedawnione. Dotyczy to między innymi osób, które spłaciły już kredyt, a także sytuacji spadkowych — kiedy umowa kredytowa została odziedziczona po rodzicu lub bliskiej osobie, która wcześniej nie zdecydowała się na wszczęcie postępowania.
radca prawny Stanisław Rachelski: To bardzo ważne doprecyzowanie, szczególnie w kontekście wyroku TSUE z 2019 roku. Po jego wydaniu pojawiały się bowiem argumenty, podnoszone również przez banki, że sam fakt szerokiego informowania o sprawach frankowych i korzystnym orzecznictwie powinien oznaczać, że kredytobiorca już wtedy wiedział albo przynajmniej mógł wiedzieć, że w jego umowie znajdują się niedozwolone klauzule. Trybunał wyraźnie odszedł od takiego podejścia. Podkreślił, że konsument nie ma obowiązku śledzenia na bieżąco orzecznictwa ani analizowania doniesień medialnych. Kluczowe znaczenie ma moment, w którym sam zapoznał się ze swoją umową i zrozumiał, że zawiera ona klauzule abuzywne. To istotna zmiana, ponieważ wzmacnia ochronę konsumenta i ogranicza możliwość automatycznego powoływania się przez banki na przedawnienie roszczeń wyłącznie w oparciu o daty głośnych wyroków czy medialnych publikacji.
To był jeden z pierwszych tak głośnych i przełomowych wyroków, dlatego do dziś bardzo często wracamy do jego znaczenia i konsekwencji dla kredytobiorców.
Przejdźmy do drugiego tematu. Coraz więcej mówi się dziś o możliwości kwestionowania kredytów opartych na WIBOR-ze. Pojawiają się pytania o niższe raty, obniżenie kosztów kredytu czy nawet zwrot części wpłat po wyrokach TSUE dotyczących ochrony konsumentów. vCzy takie rozwiązania są dziś realne? I co rzeczywiście może zmienić orzecznictwo europejskie w sprawach WIBOR-owych? Jako pierwszego o komentarz poproszę mecenasa Stanisława Rachelskiego.
radca prawny Stanisław Rachelski: Na ten wyrok rzeczywiście czekało bardzo wiele osób. W przestrzeni publicznej pojawiała się narracja, że TSUE ma odpowiedzieć na pytanie, czy WIBOR jest legalny, czy nielegalny. Tymczasem istota sprawy była inna. Co do samej legalności wskaźnika zasadniczo nie było wątpliwości — skoro WIBOR został wprowadzony zgodnie z przepisami prawa, to nie o jego legalność toczy się główny spór. Kluczowe pytanie dotyczy tego, czy sposób zastosowania WIBOR-u w konkretnych umowach kredytowych był uczciwy, rzetelny i przejrzysty wobec konsumenta. Z orzeczenia TSUE wynika, że bank nie musi szczegółowo tłumaczyć kredytobiorcy samej metodologii ustalania wskaźnika. Musi jednak jasno informować o skutkach jego zastosowania, o ryzyku zmienności oprocentowania oraz o tym, jak ta zmienność może przełożyć się na wysokość rat i całkowity koszt kredytu. W tym obszarze banki mogą mieć powody do obaw. Jeżeli w konkretnych umowach zabrakło rzetelnych informacji, przejrzystości oraz właściwego przedstawienia ryzyka, może to stać się podstawą do kwestionowania postanowień umownych, a w niektórych sprawach nawet do dalej idących rozstrzygnięć dotyczących ważności umowy. Mamy już pierwsze wyroki korzystne dla kredytobiorców, dlatego można powiedzieć, że orzeczenie TSUE nie zamknęło drogi do dochodzenia roszczeń. Przeciwnie, uporządkowało spór. Banki podkreślają, że TSUE osłabił argumentację zmierzającą do prostego usunięcia WIBOR-u z umów albo automatycznego unieważniania kredytów. Nie oznacza to jednak, że kredytobiorcy zostali pozbawieni podstaw do działania. Przedmiotem analizy sądów nadal może być sposób zastosowania wskaźnika, brak przejrzystości, niewystarczające informacje o ryzyku oraz nierównowaga stron w umowie kredytowej.
radca prawny Jagoda Knopp: Warto jednak zwrócić uwagę na jeszcze jedną istotną kwestię. Omawiany wyrok TSUE dotyczył przede wszystkim umów zawartych po 2018 roku, czyli już po objęciu wskaźnika WIBOR regulacjami unijnymi. Trybunał podkreślił, że legalność obecnie regulowanego wskaźnika referencyjnego nie może być co do zasady podważana. Nie oznacza to jednak, że każda umowa oparta na WIBOR-ze jest automatycznie poza kontrolą sądu. Sąd krajowy nadal może badać konkretną umowę, okoliczności jej zawarcia oraz zakres informacji przekazanych kredytobiorcy. Szczególne znaczenie ma to, czy konsument został rzetelnie poinformowany o ryzyku zmiennego oprocentowania i konsekwencjach finansowych stosowania tego wskaźnika. Nadal czekamy również na rozstrzygnięcia dotyczące wcześniejszych umów, w których kwestia regulacji i ustalania WIBOR-u wyglądała inaczej. Droga do dochodzenia roszczeń nie została więc całkowicie zamknięta. W najbliższych miesiącach kluczowe będzie to, jak będą rozwijały się kolejne pytania kierowane do TSUE oraz praktyka polskich sądów.
radca prawny Stanisław Rachelski: Warto podkreślić, że sądy nadal mogą badać umowy kredytowe. Nie badają jednak samego WIBOR-u jako wskaźnika, ale sposób, w jaki został on zastosowany w konkretnej umowie oraz to, czy kredytobiorca otrzymał rzetelne i zrozumiałe informacje o ryzyku. Dlatego pozwy w sprawach WIBOR-owych nadal są składane, a kredytobiorcy mogą dochodzić swoich praw. Szczególne znaczenie ma tutaj obowiązek informacyjny banku. Trzeba pamiętać, że przeciętny kredytobiorca nie ma specjalistycznej wiedzy z zakresu ekonomii, finansów czy matematyki. Nie można więc zakładać, że samodzielnie rozumiał mechanizm zmiennego oprocentowania, skalę ryzyka i możliwe konsekwencje wzrostu rat.
To pokazuje, jak istotny w tego typu sprawach jest obowiązek rzetelnego informowania konsumenta. I właśnie tutaj przed sądami nadal pozostaje bardzo szerokie pole do analizy, ponieważ praktyka konstruowania umów przez banki od lat budzi wiele pytań i wątpliwości. Przejdźmy do trzeciego tematu, który dotyczy kolejnej grupy kredytobiorców, osób zainteresowanych sankcją kredytu darmowego. Coraz częściej pojawiają się pytania, co zmienił wyrok z 23 kwietnia oraz czy banki powinny obawiać się wzrostu liczby spraw dotyczących właśnie sankcji kredytu darmowego. Jako pierwszego o komentarz poproszę mecenasa Stanisława Rachelskiego.
radca prawny Stanisław Rachelski: To bardzo ważny wyrok dla wszystkich osób posiadających kredyty konsumenckie. Trybunał potwierdził bowiem, że bank powinien naliczać odsetki wyłącznie od rzeczywiście wypłaconego kapitału kredytu, a nie od dodatkowych kosztów doliczanych do umowy, takich jak prowizje, ubezpieczenia czy inne opłaty. W praktyce często wyglądało to inaczej, banki doliczały dodatkowe koszty do całkowitej kwoty kredytu, a następnie od całej tej sumy naliczały odsetki. Tymczasem całkowita kwota kredytu to przede wszystkim realnie udostępniony kapitał, a nie dodatkowe opłaty związane z zawarciem umowy. To orzeczenie może zachęcić wielu konsumentów do dokładniejszej analizy swoich umów i do dochodzenia roszczeń przed sądem. Jeżeli okaże się, że dodatkowe koszty zostały wliczone do kwoty, od której naliczano odsetki, może to prowadzić do zastosowania sankcji kredytu darmowego. W praktyce oznacza to możliwość spłaty wyłącznie samego kapitału — bez odsetek i innych kosztów związanych z udzieleniem kredytu.
radca prawny Jagoda Knopp: To orzeczenie było dużym zaskoczeniem dla sektora bankowego. Jednym z kluczowych argumentów banków w sprawach dotyczących sankcji kredytu darmowego było bowiem przekonanie, że mogą one naliczać odsetki nie tylko od wypłaconego kapitału, ale również od kredytowanych kosztów, takich jak prowizje czy inne opłaty doliczane do umowy. Trybunał wskazał wprost, że taka praktyka jest niezgodna z przepisami dotyczącymi ochrony konsumentów. Bank nie powinien pobierać odsetek od kosztów, które nie stanowią realnie wypłaconego kapitału kredytu. Można się więc spodziewać, że liczba spraw dotyczących sankcji kredytu darmowego będzie rosła. Zwłaszcza że analiza dotychczasowych umów pokazuje, iż doliczanie kosztów do kwoty, od której następnie naliczano odsetki, było praktyką bardzo częstą.
Autor wpisu oraz Mistrz prawa na stronie rachelski.pl
Anna Domin
DYREKTOR MARKETINGU
Filozof, Absolwentka Wydziału Nauk Społecznych, Instytut Filozofii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Posiada 15-letnie doświadczenie w zakresie kreowanie wizerunku w oparciu o strategię marketingową 360, Specjalizuje się w obszarach związanych z marketingiem i PR, budowaniem doświadczania z marką i kreowaniem efektywnej komunikacji z rynkiem. Jej publikacje ukazywały się na łamach takich tytułów jak: Marketing i Biznes, Magazif, Design Alive, Architecture Snob, Architect@Work.