17 lipca 2026 roku Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę z 29 maja 2026 r. o szczególnych rozwiązaniach w zakresie rozpoznawania spraw dotyczących kredytów denominowanych lub indeksowanych do franka szwajcarskiego. Przepisy wejdą w życie 14 dni od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. W ciągu kilku godzin od podpisu pojawiły się dziesiątki komentarzy: „rewolucja dla frankowiczów”, „koniec przewlekłych procesów”, „banki straciły”, „banki wygrały”. Większość z tych ocen jest zbyt uproszczona. Ta ustawa nie zmienia tego, kto ma rację w sporze z bankiem. Zmienia natomiast tempo i sposób prowadzenia procesu. To ważna różnica. Zamiast pytać, czy wygrali frankowicze czy banki, warto zadać inne pytanie: kto naprawdę zyskał na nowych przepisach?

Zwycięzca numer jeden – polskie sądy
Największym beneficjentem ustawy nie są kredytobiorcy. Nie są nim również banki. Najwięcej zyskuje wymiar sprawiedliwości. Skalę problemu dobrze pokazują dane Ministerstwa Sprawiedliwości za pierwszy kwartał 2026 roku: sprawy frankowe stanowią obecnie około 25 proc. wszystkich oczekujących spraw cywilnych w sądach okręgowych oraz aż 70 proc. spraw oczekujących w sądach apelacyjnych. Od kilku lat sprawy te zdominowały wydziały cywilne. Sędziowie – oprócz rozpoznawania samych pozwów – prowadzili tysiące dodatkowych postępowań dotyczących zabezpieczenia roszczeń, rozpoznawali zażalenia i wykonywali czynności, które nie przybliżały stron do końcowego rozstrzygnięcia. Nowa ustawa eliminuje znaczną część tych procedur. Jeżeli jej założenia sprawdzą się w praktyce, sądy będą mogły wydać więcej wyroków w krótszym czasie – a na tym skorzystają wszyscy uczestnicy postępowań cywilnych, nie tylko frankowicze.
Frankowicze zyskują spokój
Najbardziej odczuwalną zmianą będzie automatyczne zawieszenie obowiązku spłaty rat z chwilą doręczenia pozwu bankowi – z mocy prawa, bez odrębnego postanowienia sądu. Dotychczas kredytobiorca musiał złożyć dodatkowy wniosek o zabezpieczenie, czekać na jego rozpoznanie, a często również na rozpatrzenie zażalenia banku. To wydłużało postępowanie i generowało dodatkowe koszty. Od teraz ten etap w wielu sprawach po prostu zniknie. Ustawa wprowadza też istotną ochronę: bank nie będzie mógł zgłaszać kredytobiorcy korzystającego z zawieszenia spłat do Biura Informacji Kredytowej ani biur informacji gospodarczej. Wstrzymanie się ze spłatą kapitału i odsetek nie będzie mogło zostać uznane za niewykonanie umowy – co oznacza również brak ryzyka jej jednostronnego rozwiązania przez bank z tego powodu. To oznacza mniej formalności, szybszą ochronę i większy komfort psychiczny dla kredytobiorców.
Nie będzie łatwiej wygrać
To chyba największe nieporozumienie, jakie pojawiło się po podpisaniu ustawy. Nowe przepisy nie zwiększają szans na wygraną z bankiem. Nie zmieniają zasad oceny umowy. Nie zmieniają przepisów Kodeksu cywilnego. Nie zmieniają orzecznictwa TSUE. Jeżeli umowa zawiera niedozwolone postanowienia, pozostaje wadliwa. Jeżeli ich nie zawiera – sama ustawa tego nie zmieni. Proces może być krótszy, ale wygrana nadal będzie zależała wyłącznie od jakości umowy i argumentacji prawnej.
Banki też nie przegrały
W dyskusji publicznej często przedstawia się ustawę jako porażkę sektora bankowego. To również zbyt daleko idący wniosek. Banki otrzymały rozwiązania porządkujące prowadzenie sporów, w tym możliwość szerszego wykorzystania powództw wzajemnych oraz uproszczenia procedury rozliczeń. To nie oznacza, że uzyskały przewagę. Oznacza jedynie, że proces ma być bardziej efektywny również z ich perspektywy. Kto może stracić? Jest jedna grupa, która rzeczywiście może odczuć negatywne skutki nowej sytuacji. To osoby, które od miesięcy odkładają decyzję o wniesieniu pozwu. W swojej praktyce często słyszę: „Poczekam jeszcze. Może zmienią przepisy.” Dziś ten argument stracił rację bytu. Nowa ustawa nie tworzy nowych praw. Nie zwiększa wysokości roszczeń. Nie powoduje, że sądy zaczną inaczej oceniać umowy. Każdy miesiąc zwłoki oznacza natomiast kolejną zapłaconą ratę i późniejsze odzyskanie należnych środków.

Największa zmiana? Psychologiczna
Moim zdaniem największa zmiana nie dotyczy przepisów. Dotyczy sposobu myślenia. Państwo wysyła wyraźny sygnał: sprawy frankowe nie są już wyjątkowym problemem, który trzeba dopiero zrozumieć. Są kategorią spraw, które należy sprawnie i szybko rozpoznawać. To oznacza, że spór o to, czy konsumenci powinni być chronieni, został już w praktyce rozstrzygnięty. Dzisiaj walka toczy się przede wszystkim o czas.
Wniosek
Po trzydziestu latach prowadzenia sporów sądowych wiem jedno: dla klienta liczy się nie tylko wygrana, ale i to, jak szybko odzyska spokój i swoje pieniądze. Jeśli nowa ustawa rzeczywiście skróci czas postępowań, będzie to jedna z najbardziej praktycznych zmian w procedurze cywilnej ostatnich lat. Nie zmienia ona jednak najważniejszej zasady: nie wygrywa ten, kto pierwszy przeczytał o nowych przepisach, lecz ten, kto zdecyduje się dochodzić swoich praw i dobrze przygotuje swoją sprawę
Autor wpisu oraz Mistrz prawa na stronie rachelski.pl
Stanisław Rachelski
Wspólnik zarządzający
Prawnik biznesowy od 1987 roku, arbiter w Krajowym Sądzie Arbitrażowym w Warszawie, mediator przy Sądzie Okręgowym w Warszawie. Członek wielu rad nadzorczych. Zwolennik polubownego rozwiązywania sporów. Doświadczony negocjator i mediator. Ekspert w zakresie uwalniania od toksycznych kredytów. Specjalista w zakresie fuzji i przejęć, prywatyzacji, rynków kapitałowych oraz prawa handlowego i cywilnego. Wieloletni pracownik sektora bankowego.