Kredyt w euro gorszy niż we frankach?

24 września 2026

Anna Domin

Kredyt w euro gorszy niż we frankach? Ustawa, która podzieliła kredytobiorców

Dzień dobry Państwu. Witamy na spotkaniu z ekspertami Kancelarii Rachelski i Wspólnicy, którzy komentują i objaśniają tematy obecne w mediach w minionym tygodniu. Dziś będą to pan mecenas Stanisław Rachelski  i mecenas Adrian Nowicki. Również witam.

Przejdźmy do pierwszego tytułu: „TSUE rozstrzygnie spór między kredytobiorcami. Frankowicze mają ustawowe fory”. Chodzi oczywiście o ustawę frankową, która nie objęła m.in. osób z kredytami w euro. Panie mecenasie Rachelski, proszę o komentarz.

Stanisław Rachelski: Rzeczywiście, ustawa podpisana przez prezydenta dotyczy wyłącznie osób, które mają kredyty we frankach. Frankowicze zyskują więc pewne udogodnienia. Trudno nazwać to przywilejem, ale coś jednak dostali – na przykład automatyczne zawieszenie spłaty kredytu, gdy pozew dotrze do banku. Jest jednak duża grupa kredytobiorców z kredytami w innych walutach: w euro, dolarach czy jenach. Oni pozostają na starych zasadach i tych udogodnień nie mają. Brakuje tu symetrii i uważam, że tak nie powinno być. Czym różni się kredyt w jednej walucie od kredytu w innej? To ten sam rodzaj umowy, zmienia się tylko waluta odniesienia. To niesprawiedliwe i myślę, że kredytobiorcy z kredytami w euro, dolarach czy jenach mogą mieć żal do ustawodawcy, że nie potraktował wszystkich jednakowo.

Adrian Nowicki: Dokładnie. Przyznam, że kiedy pierwszy raz czytałem projekt i zobaczyłem, że ustawa ma dotyczyć tylko kredytów frankowych, byłem zdziwiony. Czym różni się kredytobiorca z kredytem w dolarach, w euro czy we frankach? W każdej z tych spraw analizujemy umowę – jej postanowienia abuzywne, czyli klauzule niedozwolone. Sam fakt, że kredyt jest powiązany z tą czy inną walutą, nie powinien mieć znaczenia. Nie badamy przecież historycznych zmian kursu, bo nie to jest istotą sprawy. Chodzi o niedozwolone postanowienia, które pozwalały bankom naliczać zadłużenie według własnego kursu. Waluta nie ma żadnego wpływu na procedurę ani na przebieg postępowania sądowego.

Stanisław Rachelski: Po prostu nie ma różnicy.

Adrian Nowicki: Właśnie. Dlatego bardzo pozytywnie oceniam pytania prejudycjalne, które Sąd Apelacyjny w Warszawie skierował do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Ci kredytobiorcy są dziś w jakiś sposób pokrzywdzeni. Ustawa nie wprowadza aż tak daleko idących zmian, które radykalnie ułatwiałyby prowadzenie spraw. Skoro jednak takie przepisy już istnieją, dlaczego osoby z kredytami w innych walutach nie mogą z nich korzystać? Objęcie ich tą procedurą byłoby wyłącznie korzystne, bo ujednoliciłoby prowadzenie spraw. Skorzystałyby na tym również sądy. Wyobraźmy sobie sędziego, który ma 1000 spraw: 800 frankowych, 100 w euro i 100 w dolarach lub jenach. Przed każdą rozprawą musi sprawdzać, w jakiej walucie jest kredyt i czy może zastosować nowe rozwiązania. Jeśli przepisy obejmą także inne waluty, zyskamy unifikację procedury, co trzeba ocenić pozytywnie.

Myślę, że panowie mecenasi się ze mną zgodzą: polityka w naszym kraju nie zawsze potrafi wybiegać w przyszłość. Spraw frankowych w sądach było zdecydowanie najwięcej i stąd zapewne zawężenie ustawy do tej grupy. Ważna informacja dla Państwa: rozwiązania z ustawy frankowej dotyczą osób, które są już w sądzie. Kredytobiorców z kredytami w euro, jenach czy dolarach przybywa, ale nigdy nie będzie to grupa tak liczna jak frankowicze. No i do tego dochodzą wspomniane kwestie polityczne.

Stanisław Rachelski: Nie tylko polityczne, także biznesowe. Związek Banków Polskich uczestniczył w procesie legislacyjnym i nie miał żadnego interesu w tym, żeby obok franków objąć ustawą inne waluty. Bankom to się po prostu nie kalkuluje.

Prowadząca: Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Przejdźmy do drugiego tematu: „Tąpnięcie w sądach po wyroku TSUE. Banki masowo przegrywają sprawy o darmowy kredyt”. Panie mecenasie Nowicki, proszę o komentarz.

Adrian Nowicki: Drodzy Państwo, jutro minie dokładnie pięć miesięcy od wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 23 kwietnia tego roku. Był to wyrok korzystny: potwierdził, że sankcja kredytu darmowego jest realnym rozstrzygnięciem, które sąd może zastosować, gdy umowa o kredyt konsumencki zawiera określone naruszenia. Co wydarzyło się później? Przede wszystkim spraw w sądach jest coraz więcej. Według statystyk opublikowanych w prasie branżowej po drugim kwartale 2026 roku do instytucji finansowych trafiło już ponad 120 tysięcy reklamacji, a w sądach toczyło się 34 tysiące spraw. To wyraźnie drugi – po kredytach frankowych – rosnący nurt w statystykach sądowych. W trzecim kwartale widać co prawda pewne spowolnienie, ale nie oznacza ono końca tych postępowań. Wręcz przeciwnie – w najbliższym czasie może ich znowu przybyć. Wyroków nie ma jeszcze wiele, ale te, które zapadły, są w dużej części korzystne. Mowa szczególnie o sądzie odwoławczym, czyli V Wydziale Sądu Okręgowego w Warszawie. Zmienia się też sposób, w jaki sprawy trafiają do sądów. Wcześniej dominowały spółki, które skupowały wierzytelności i masowo dochodziły roszczeń. Dziś jest już niemal równowaga między nimi a konsumentami, którzy sami występują do sądu. Z naszego punktu widzenia to bardzo dobry sygnał. Pokazuje, że kredytobiorcy są coraz bardziej świadomi, widzą realną szansę na wygraną i podstawy do zastosowania sankcji, więc decydują się na pozew. Przed Trybunałem toczy się jeszcze wiele spraw i czekamy na kolejne wyroki. Zakładamy, że będą korzystne i prawdopodobnie zapadną w przyszłym roku. Na salach sądowych widzimy też, że sądy często zawieszają postępowania do czasu rozstrzygnięcia spraw prejudycjalnych. To również oceniamy pozytywnie. Przyszłość spraw o sankcję kredytu darmowego rysuje się więc – przynajmniej w mojej ocenie – optymistycznie.

Przejdźmy do trzeciego tematu: „Sankcja kredytu darmowego na nowych zasadach. Projekt ustawy we wrześniu”. Panie mecenasie Rachelski, proszę o komentarz.

Stanisław Rachelski: Tak, ma powstać nowa ustawa dotycząca sankcji kredytu darmowego. Z przecieków i doniesień prasowych wynika, że zmierza ona w stronę ograniczenia uprawnień i korzyści kredytobiorców. To niepokojące. Jak będzie ostatecznie, nie wiemy. Ministerstwo się spieszy, bo upływa termin, ale obawiam się, że zmiany będą na niekorzyść kredytobiorców.

Adrian Nowicki: Mieliśmy już projekt zaproponowany przez prezesa UOKiK, ale został wycofany. Rząd cofnął też UOKiK-owi – instytucji w tym zakresie prokonsumenckiej – upoważnienie do prowadzenia prac nad projektem. Prace przekazano resortowi finansów. O ile pamięć mnie nie myli, ustawa powinna zacząć obowiązywać 20 listopada. Wynika to z obowiązku wdrożenia unijnej dyrektywy – przepisy, które ją implementują, muszą do tego dnia znaleźć się w naszym porządku prawnym. Mamy 22 września, czyli zostały dwa miesiące na przyjęcie i wejście w życie tak ważnej ustawy. Oceniam to raczej negatywnie. Termin jest bardzo krótki, a projektu wciąż nie znamy – nie opublikowano go na stronach Rządowego Centrum Legislacji. Według zapowiedzi rzecznika ds. konsumentów miał się pojawić we wrześniu, ale jeszcze go nie ma. Dwa miesiące to bardzo mało, skoro powinny odbyć się konsultacje społeczne, prace w komisjach, głosowania w Sejmie – cała procedura legislacyjna. Obawiam się, że ustawa może powstać na kolanie. Miejmy nadzieję, że pozytywnie się zaskoczymy, ale na razie proces prac nad nią jest raczej rozczarowujący.

Chyba tym mocnym zdaniem pana mecenasa trzeba zakończyć. Miejmy nadzieję, że czas będzie działał na korzyść kredytobiorców. Zachęcamy Państwa do przeanalizowania swoich umów, bo żeby zrobić krok naprzód, trzeba wejść w proces. Jeśli mają Państwo umowy kredytowe lub pożyczkowe, prześlijcie je do nas – sprawdzimy, co można z nimi zrobić. Analiza w Kancelarii Rachelski i Wspólnicy jest całkowicie bezpłatna, więc warto z niej skorzystać. Zachęcam też do śledzenia naszych mediów społecznościowych, gdzie na bieżąco informujemy o tym, co dzieje się w sądach i jakie wyroki zapadają w sprawach kancelarii. Dziękuję panom mecenasom za objaśnienie tematów obecnych w mediach, a Państwu za uwagę. Życzę miłego dnia, do widzenia.

Autor wpisu oraz
Mistrz prawa na stronie rachelski.pl

Anna Domin

Anna Domin

DYREKTOR MARKETINGU

Filozof, Absolwentka Wydziału Nauk Społecznych, Instytut Filozofii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Posiada 15-letnie doświadczenie w zakresie kreowanie wizerunku w oparciu o strategię marketingową 360, Specjalizuje się w obszarach związanych z marketingiem i PR, budowaniem doświadczania z marką i kreowaniem efektywnej komunikacji z rynkiem. Jej publikacje ukazywały się na łamach takich tytułów jak: Marketing i Biznes, Magazif, Design Alive, Architecture Snob, Architect@Work.