Frankowicze w sądzie. Czy faktycznie jest się czego obawiać przed pójściem do sądu?

Frankowicze w sądzie. Czy faktycznie jest się czego obawiać przed pójściem do sądu? Co kredytobiorca powinien wiedzieć decydując się na proces z bankiem.

Pewna część kredytobiorców posiadających tzw. kredyty frankowe bije się z myślami, iść czy nie iść do sądu i problem ten nie wynika u nich z tego, że nie chcieliby uwolnić się od toksycznego kredytu frankowego, ale z tego, że obawiają się pozwać bank. Czują pewien respekt przed pozwaniem tak dużej instytucji finansowej jaką jest bank. Zastanawiają się nad tym, jakie mogą być dla nich konsekwencje wystąpienia na drogę sądową przeciwko bankowi, czy taka konfrontacja z bankiem nie stanowi dla nich jakiegoś zagrożenia.

Prowadząc wideokonferencje czy też spotkania z kredytobiorcami, którzy chcą uwolnić się od tzw. kredytu frankowego, często pytamy czy mają oni jakieś doświadczenie w prowadzeniu spraw w sądzie. I tu zazwyczaj zapada krótka cisza, w trakcie której klienci szukają w pamięci swoich doświadczeń z polskim sądownictwem. Oczywiście odpowiedzi są różne. Niektórzy mówią, że owszem byli w sądzie, na sprawie spadkowej czy rozwodowej, albo też na  sprawie pracowniczej lub zeznawali w takiej czy innej sprawie w charakterze świadka. Są jednak przypadki, że kredytobiorcy mówią: nie, nie byliśmy dotychczas nigdy w sądzie i nie mamy żadnego doświadczenia w tej dziedzinie.
I właśnie ta kategoria osób, zwłaszcza osób starszych, ma największe obawy przed pójściem do sądu.

Czy słusznie? Jakie to są obawy?
Pytania, jakie zadają w takich sytuacjach frankowicze są różne. Czy będziemy musieli iść do sądu? Ile razy,  o co może nas pytać sąd, to było tak dawno, że już nie wszystko pamiętamy. Kiedy może być pierwsza rozprawa? Czasami pytania dotyczą kwestii osobistych – typu, jestem po rozwodzie, ale nie mam żadnego kontaktu z byłym małżonkiem, a on nadal jest strona umowy kredytu, czy jego obecność na rozprawie będzie konieczna?

sąd najwyższy

Czasami kredytobiorcy pytają czy jeśli zdecydują się wystąpić przeciwko bankowi z pozwem, bank nie zastosuje wobec nich jakichś retorsji np. nie wypowie umowy kredytowej, nie wpisze na jakąś „czarną listę”, co skutkowało będzie niemożliwością uzyskania innego kredytu czy też podejmie jakieś inne kroki prawne. Należy zatem uspokoić kredytobiorców, że pójście do sądu przeciwko bankowi o unieważnienie ich umowy kredytu, tak długo jak spłacają kredyty nie może skutkować żadnymi konsekwencjami wobec kredytobiorcy. W szczególności bank nie może, tak po prostu, wypowiedzieć umowy kredytu ani też wpisać kredytobiorcę na jakąś „czarną listę” ograniczająca lub uniemożliwiającą w przyszłości wzięcie innego kredytu. Oczywiście gdyby kredytobiorca zaprzestał spłaty kredytu (chyba że sąd wyda postanowienie o zabezpieczeniu zawieszając na czas prowadzenie procesu spłatę kredytu) to musi liczyć się z tym, że bank wypowie umowę kredytu oraz wpisze kredytobiorcę do BIK. Co natomiast bank może zrobić, gdy kredytobiorca zdecyduje się pozwać bank o unieważnienie tzw. kredytu frankowego. To co banki mogą w takiej sytuacji zrobić i robią, bo taka jest aktualna polityka banków. Zdarza się, że  występują przeciwko kredytobiorcy z pozwem o odszkodowanie za bezumowne korzystanie z kapitału. Nie wnikając, w tym miejscu głębiej w ten temat (jest szansa, że na początku przyszłego roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ostatecznie wypowie się w kwestii dopuszczalności tego typu praktyk banków) należy zauważyć, że jest to jedyna rzecz, którą banki mogą zrobić kredytobiorcy. Jeśli powierzyli państwo swoją sprawę frankową profesjonalnej kancelarii prawnej, a bank wystąpi z takim pozwem to z pewnością kancelaria ta, za symboliczna opłatą, podejmie się reprezentowania kredytobiorcy w takim procesie.

Kolejny temat, który nurtuje wielu kredytobiorców w związku z wystąpieniem na drogę sądową przeciwko bankowi o unieważnienie tzw. kredytów frankowych to,  czy udział w takim procesie będzie dla kredytobiorcy bardzo absorbujący i czasochłonny.

Zależy to w dużej mierze od tego komu powierzymy naszą sprawę do prowadzenia. Jeśli będzie to profesjonalna kancelaria prawna, to udział kredytobiorcy w czynnościach związanych z przygotowanie do procesu i samym jego prowadzeniem z reguły ograniczany jest do niezbędnego minimum. Podpisując umowę na prowadzenie sprawy i udzielając kancelarii pełnomocnictwa zdecydowaną większość czynności przejmuje kancelaria. To ona w imieniu klientów wysyła do banku wezwanie do zapłaty, składa pozew, prowadzi korespondencję z pełnomocnikami banku oraz monitoruje i wykonuje czynności zarządzone przez sąd w toku procesu. Tak naprawdę rola kredytobiorcy, jako strony w procesie, powinna co do zasady ograniczyć się do podpisania pełnomocnictwa dla mecenasa prowadzącego sprawę oraz jednorazowego udziału na rozprawie, w trakcie której kredytobiorca zostanie przesłuchany przez sąd w charakterze strony.

Trzeba jednak pamiętać, że jeśli kredytobiorców jest kilku (np. mąż i żona lub rodzice i dzieci) to nie mogą oni „wydelegować” jednego z nich do złożenia zeznań. W takich przypadkach, co do zasady sąd będzie chciał przesłuchać wszystkie osoby, które podpisały umowę kredytu. Oczywiście kredytobiorca, jeśli chce, może uczestniczyć w każdej rozprawie wyznaczonej przez sąd. O terminie rozprawy, na którą wzywany jest kredytobiorca, sąd co do zasady informuje z odpowiednio długim wyprzedzeniem. Przed terminem takiej rozprawy, z reguły jest to na kilka dni przed rozprawą, mecenas prowadzący sprawę (czy to stacjonarnie czy też on-line) przygotowuje kredytobiorców do rozprawy a także poinformuje o standardowych pytaniach, które mogą być zadawane w trakcie przesłuchania. Rzecz jasna mecenas prowadzący sprawę będzie z kredytobiorcami na takiej rozprawie. Nie jest natomiast powiedziane, że kredytobiorca będzie musiał, tak jak to było dawniej, fizycznie pojawić się na sali rozpraw w sądzie. Co raz więcej bowiem rozpraw odbywa się zdalnie, zresztą sąd informuje o tym wyraźnie w zawiadomieniu o wyznaczeniu rozprawy. Jeśli rozprawa odbywa się zdalnie kredytobiorca (kredytobiorcy) może podłączyć się na taką rozprawę, za pośrednictwem systemu teleinformatycznego, nie wychodząc z domu. Zdarzają się też i takie przypadki, że sąd wydaje wyrok na posiedzeniu niejawnym a wtedy kredytobiorca w ogóle nie uczestniczy w rozprawie.

Reasumując należy powiedzieć, że kredytobiorca decydujący się na wystąpienie na drogę sądową w zawiązku z unieważnieniem umowy tzw. kredytu frankowego musi liczyć się z tym, że w jakiś sposób będzie fizycznie i bezpośrednio zaangażowany w ten proces. Chociażby ze względu na konieczność jednorazowej obecności na rozprawie, na którą zostanie wezwany. Z drugiej strony powierzając prowadzenie swojej sprawy profesjonalnej kancelarii prawnej, to ona przejmuje na siebie wiodąca rolę w prowadzeniu procesu, a udział kredytobiorcy powinien być ograniczony do niezbędnego minimum. Nie należy zatem obawiać się pójścia do sądu. Oczywiście wiąże się z tym konieczność poniesienia określonych kosztów, z drugiej jednak strony, na chwilę obecną, droga sądowa jest jedyną metodą umożliwiającą uwolnienie się od  tzw. kredytu frankowego.

 

Wojciech Ostrowski, Radca prawny, Współzałożyciel Kancelarii Rachelski i Wspólnicy.
Prawnik biznesowy od 1986 roku, mediator przy Sądzie Okręgowym w Warszawie.  Ekspert w zakresie uwalniania od toksycznych kredytów. Specjalizuje się w problematyce związanej z inwestycjami kapitałowymi, obrotem papierami wartościowymi, restrukturyzacją podmiotów gospodarczych. Znawca problemów prawa bankowego i handlowego oraz zagadnień z zakresu prawa pracy. Wieloletni pracownik sektora bankowego.

 

 

 

Poprzedni wpis
Wygrana z Bankiem PKO Bank Polski
Następny wpis
Czy wykreślenie hipoteki bez zgody banku jest możliwe?
Menu