Atak na kancelarie frankowiczów to zasłona dymna. W tle cięcia w darmowym kredycie. - Kancelaria Prawna Rachelski & Wspólnicy

4 listopada 2026

Anna Domin

Atak na kancelarie frankowiczów to zasłona dymna. W tle cięcia w darmowym kredycie.

Eksperci Kancelarii Rachelski i Wspólnicy komentują najważniejsze doniesienia medialne z minionego tygodnia dotyczące kredytobiorców. Gośćmi spotkania są mecenas Stanisław Rachelski i mecenas Anita Rutkowska.

Prowadząca: Dzień dobry Państwu. Witamy na spotkaniu z Kancelarią Rachelski i Wspólnicy, podczas którego eksperci objaśniają nagłówki z minionego tygodnia dotyczące kredytobiorców. Dziś to, o czym mogliśmy przeczytać w mediach, skomentują dla Państwa pan mecenas Stanisław Rachelski – witam, Panie Mecenasie – oraz pani mecenas Anita Rutkowska, którą również serdecznie witam.

Atak na kancelarie frankowiczów to zasłona dymna. W tle cięcia w darmowym kredycie. Przejdźmy od razu do pierwszego tytułu: „Atak na kancelarie frankowiczów to zasłona dymna. W tle cięcia w darmowym kredycie”. O co chodzi? O pierwszy komentarz poproszę pana mecenasa Rachelskiego.

Stanisław Rachelski: W mediach pojawiła się informacja, że kancelarie świetnie sobie radzą, ponieważ w umowach kredytowych znajdują się klauzule niedozwolone, a klienci wraz z kancelariami idą do sądu i wygrywają z bankami ogromne, wręcz miliardowe kwoty. Trzeba się jednak zastanowić, dlaczego taki raport w ogóle powstał i na czyje zlecenie. Choć w pierwotnej wersji raportu tego nie wskazano, wiadomo, że powstał on na zlecenie sektora bankowego. Kto go przygotował? Prawnicy z Uniwersytetu Warszawskiego. To zastanawiające, że prawnicy zajmują się kwestiami ekonomicznymi – liczeniem pieniędzy innych podmiotów – a nie na przykład analizą poprawności umów, ich zapisów czy propozycjami systemowych rozwiązań. Dziwne. Kiedy jednak wczytamy się głębiej, okazuje się, że ci prawnicy – z profesorem, szefem wydziału prawa UW, zresztą mojego wydziału, na czele – po prostu otrzymali za to wynagrodzenie. Ile, nie wiemy. Ale jeśli ktoś pisze coś za pieniądze, rodzi się pytanie, czy jest to obiektywne. A skoro analizujemy taką sytuację, warto też zapytać, czy w badaniu wzięły udział wszystkie strony, czy zostały wysłuchane i czy mogły przedstawić swoje argumenty. Po co więc ten raport powstał? Obecnie toczy się gorąca dyskusja o tym, że – zgodnie z zaleceniami Unii Europejskiej – powinny się zmienić przepisy dotyczące sankcji kredytu darmowego. Termin publikacji raportu, jego tytuł i wyeksponowane w nim „fakty” o rzekomych zarobkach kancelarii w wysokości 14,5 miliarda złotych – nie wiadomo, z czego ta kwota wynika, to hipotetyczne założenia, nie znamy też metodologii badania – mają sprawić, że ustawodawca zastanowi się w interesie banków i ograniczy rozwiązania, nad którymi obecnie się pracuje, a które chronią konsumentów w ramach sankcji kredytu darmowego. Tu cały czas chodzi o wielkie pieniądze. Sektor bankowy wykorzystuje wszelkie metody, w tym różnego rodzaju lobbing, żeby wpływać na decyzje osób, które mają przesądzić, jak ta ustawa będzie wyglądać i w jakim kierunku pójdą zmiany. W moim odczuciu to nie fair, że tak się to robi i że w nieobiektywnym badaniu uczestniczą autorytety prawnicze. Badanie to zajmuje się w gruncie rzeczy ekonomicznymi skutkami działań prawników, a nie zapisami prawnymi i kwestiami formalnymi, do których – jak sądzę – prawnicy są raczej powołani. Nie od tego są, by zbierać informacje, kto ile zarobił. Warto zapytać odwrotnie: ile banki zarobiły na tych umowach?

Anita Rutkowska: Dokładnie tak. Szanowni Państwo, ten nagłówek prasowy oczywiście robi wrażenie – wybrzmiewa z niego, że kancelarie prawne miały zarobić nawet 14,5 miliarda złotych. Kiedy jednak widzimy tak dużą kwotę, warto ustalić, co ona naprawdę oznacza. Nie jest to żadna potwierdzona kwota, którą kancelarie faktycznie zarobiły, lecz wynik symulacji opartych na założeniach. Autorzy przyjęli określoną wartość spraw frankowych, założyli pewien procent wynagrodzenia i na tej podstawie wyliczyli możliwy przychód. Co więcej, w takich wyliczeniach mogą być ujmowane nie tylko kancelarie radców prawnych i adwokatów, ale również firmy pośredniczące, czyli podmioty skupujące roszczenia.

Prowadząca: A tych jest przecież na rynku bardzo dużo, co może znacząco wpływać na prezentowane wyniki.

Stanisław Rachelski: A wydźwięk jest taki, że to prawnicy są ci niedobrzy, bo zarabiają, a banki są bardzo dobre i mają uczciwe umowy – a mimo to konsumenci, wspierani przez kancelarie, jeszcze czegoś od nich chcą. To po prostu nie jest w porządku.

Prowadząca: Taka jest komunikacja – ona również służy określonym celom.

„Co dalej z 1,5 mln umów po zniknięciu WIBOR-u” Przejdźmy do drugiego artykułu: „Co dalej z 1,5 mln umów po zniknięciu WIBOR-u”. Tym razem jako pierwszą poproszę o komentarz panią mecenas, ponieważ autorem artykułu jest pan mecenas Rachelski. Tekst ukazał się w serwisie Prawo.pl – tam mogą go Państwo znaleźć.

Anita Rutkowska: Dziękuję. Planowane odejście od WIBOR-u budzi oczywiście wiele pytań, szczególnie wśród osób spłacających kredyty ze zmiennym oprocentowaniem. Najważniejsza informacja dla Państwa jest taka: samo zniknięcie WIBOR-u nie oznacza automatycznie ani wygaśnięcia dotychczasowych umów kredytowych, ani natychmiastowej zmiany wysokości rat. Trzeba tu odróżnić dwie kwestie. Pierwsza to reforma wskaźników referencyjnych i zastąpienie WIBOR-u nowym wskaźnikiem. Druga to ocena, czy w chwili zawierania umowy bank prawidłowo poinformował konsumenta o zasadach zmiennego oprocentowania i związanym z nim ryzyku. To dwa odrębne zagadnienia. Samo wycofanie WIBOR-u nie przesądza, że wcześniejsze umowy były wadliwe. Nie oznacza to jednak, że sposób przedstawienia zasad oprocentowania nie może podlegać ocenie. Każdą umowę trzeba analizować indywidualnie, z uwzględnieniem jej treści oraz informacji przekazanych kredytobiorcy przed jej podpisaniem. Z perspektywy konsumenta najważniejsze jest to, czy mógł on zrozumieć, od czego zależy oprocentowanie, w jakich sytuacjach może ono wzrosnąć i jaki będzie to miało wpływ na jego raty oraz całkowity koszt kredytu. Nie chodzi o to, by przeciętny konsument znał wszystkie techniczne i matematyczne zasady tworzenia wskaźnika. Powinien jednak otrzymać jasną informację, że zmiana WIBOR-u może istotnie wpłynąć na jego miesięczne obciążenia. Sama informacja, że oprocentowanie jest zmienne, nie zawsze wystarcza – zwłaszcza jeżeli konsument nie został w przystępny sposób poinformowany o skali i skutkach tego ryzyka. Nie można jednak powiedzieć, że każda umowa oparta na WIBOR-ze jest nieważna albo że każdemu kredytobiorcy przysługują roszczenia wobec banku. Ocenie podlega każda konkretna umowa: sposób sformułowania jej postanowień i zakres informacji przekazanych przed jej podpisaniem.

Stanisław Rachelski: Reforma wskaźnika to reforma – nie można jej mylić z rozstrzygnięciem sporów dotyczących dotychczasowych umów. To dwie różne rzeczy, proszę o tym pamiętać. Niektórzy konsumenci mogą też otrzymać aneksy do podpisania. Tu należy zachować dużą czujność, bo nie wiadomo, co się w nich znajdzie. Może się zdarzyć, że w aneksie pojawi się zapis, który po przejściu na nowy wskaźnik POLSTR uniemożliwi dochodzenie roszczeń wynikających z wcześniejszych umów. Trzeba więc zachować ostrożność, wszystko dokładnie analizować i mieć rozeznanie, co może się znaleźć w takich aneksach – żeby nie narobić sobie kłopotów, jeśli w przyszłości zechcemy podważyć zawartą wcześniej umowę jako zawierającą klauzule niedozwolone.

„PKO BP zapowiada modelową umowę hipoteczną” I ostatni temat: „PKO BP zapowiada modelową umowę hipoteczną”. Co z osobami, które wciąż zmagają się z kredytem frankowym i są w sądach? O pierwszy komentarz poproszę pana mecenasa Rachelskiego.

Stanisław Rachelski: Banki robią wszystko, żeby mocno zagmatwać i zaciemnić sytuację. Gdyby stosowały prostą zasadę i pisały umowy dla kredytobiorców zgodnie z wyrokami TSUE i przepisami prawa, w tym prawa cywilnego, tych problemów by nie było. Jeśli jednak chce się kombinować i oprócz oprocentowania czy prowizji zarabiać jeszcze na innych elementach, pisze się takie umowy, jakie są pisane. Dlatego większość umów zawieranych w poprzednich latach zawiera niejasne klauzule. Również przekazywane informacje nie były pełne ani klarowne – i to jest podstawą do podważania takich umów. Wdrożenie nowego modelu umowy kredytowej jak najbardziej popieram – powinno było nastąpić już dawno. Mam nadzieję, że przyniesie to korzyści kredytobiorcom i konsumentom i że nie będą już tak krzywdzeni, jak w przypadku umów podpisywanych wcześniej.

Anita Rutkowska: Jeżeli nowy wzór umowy miałby być krótszy, bardziej przejrzysty i napisany językiem zrozumiałym dla przeciętnego klienta, to oczywiście krok w dobrym kierunku. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że umowa modelowa nie oznacza umowy, której nie da się w żaden sposób zakwestionować. Według artykułu chodzi o dobrowolny standard, a nie o wzorzec wynikający bezpośrednio z ustawy. Postanowienia takiej umowy nadal mogą podlegać kontroli sądowej – między innymi pod kątem przejrzystości i tego, czy nie naruszają praw konsumenta. Samo nazwanie umowy modelową nie da bankowi immunitetu, nie wyłączy praw konsumenta ani nie zamknie mu drogi do sądu. Każda umowa nadal będzie oceniana na podstawie jej rzeczywistej treści, a nie nazwy. Warto też pamiętać, że przejrzystość umowy nie polega wyłącznie na tym, że klient otrzyma krótszy dokument albo podpisze dodatkowe oświadczenie. Konsument nadal musi rozumieć ekonomiczne skutki zobowiązania i wiedzieć, od czego zależą zmiany: dlaczego rata może wzrosnąć, jakie elementy kosztów ustala bank i co się stanie w przypadku zmiany wskaźnika oprocentowania.

Prowadząca: Oby te umowy były jak najbardziej czytelne – przejrzystość jest dla kredytobiorców chyba najważniejsza. A jak bywa w praktyce, doskonale wiemy. Dziękuję Państwu Mecenasom za objaśnienie tematów, które pojawiły się w mediach. Zapraszam Państwa na spotkanie w środę o godzinie 14:00 – czyli już jutro – przeznaczone dla wszystkich, którzy mają kredyty złotowe. Będziemy wtedy mówić więcej o tym, co można zrobić z taką umową, a przede wszystkim odpowiadać na Państwa pytania na żywo. Zachęcam do skorzystania z tej możliwości. Dziękuję raz jeszcze za uwagę i życzę miłego dnia. Do widzenia.

Autor wpisu oraz
Mistrz prawa na stronie rachelski.pl

Anna Domin

Anna Domin

DYREKTOR MARKETINGU

Filozof, Absolwentka Wydziału Nauk Społecznych, Instytut Filozofii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Posiada 15-letnie doświadczenie w zakresie kreowanie wizerunku w oparciu o strategię marketingową 360, Specjalizuje się w obszarach związanych z marketingiem i PR, budowaniem doświadczania z marką i kreowaniem efektywnej komunikacji z rynkiem. Jej publikacje ukazywały się na łamach takich tytułów jak: Marketing i Biznes, Magazif, Design Alive, Architecture Snob, Architect@Work.