17 marca 2026
Anna Domin
Nowa fala pozwów? Złotówkowicze mogą pójść śladem frankowiczów
Dzień dobry Państwu, witamy na spotkaniu z kancelarią Rachelski, podczas którego nasi eksperci – na co dzień zajmujący się sporami z bankami – komentują najważniejsze nagłówki z minionego tygodnia i wyjaśniają ich rzeczywiste znaczenie dla kredytobiorców. W dzisiejszym spotkaniu towarzyszy nam mecenas Karolina Kuleta i mecenas Michał Kanabaja. Nie bez powodu wiele z tych tematów powraca. Kredyty złotówkowe wciąż budzą ogromne emocje – dotyczą szerokiej grupy osób, które aktywnie śledzą doniesienia medialne, szukając odpowiedzi na pytanie, czy mogą coś zrobić ze swoją sytuacją.
W ostatnich dniach szczególne poruszenie wywołał wyrok TSUE dotyczący WIBOR-u. W mediach pojawiło się wiele sprzecznych interpretacji – kto rzeczywiście zyskał, a kto ogłosił zwycięstwo przedwcześnie? O komentarz poproszę mecenas Karolinę Kuletę.
Radca prawny Karolina Kuleta: Tak, minął już miesiąc od wydania tego głośnego wyroku TSUE w sprawie WIBOR-u. Najbardziej emocjonalne komentarze i pierwsze medialne reakcje zaczynają już cichnąć, dlatego możemy przejść do spokojniejszej analizy i zastanowić się, jakie wnioski rzeczywiście płyną z tego orzeczenia. Najważniejsza informacja jest taka, że TSUE nie zamknął drogi do kwestionowania umów opartych na WIBOR-ze. Nie potwierdziło się więc stanowisko banków, szeroko wcześniej prezentowane w mediach, że WIBOR-u w ogóle nie można badać i że jest on całkowicie niepodważalny. Trybunał tego nie powiedział. Zwrócił natomiast uwagę na nieco inne kwestie, które dziś mają kluczowe znaczenie. Przede wszystkim trzeba wyraźnie zaznaczyć, że kredyty złotówkowe oparte na WIBOR-ze nie stanowią jednej, jednolitej grupy. Te umowy należy podzielić na dwie kategorie: zawarte przed styczniem 2018 roku oraz zawarte po tej dacie. I właśnie tej drugiej grupy dotyczy omawiany wyrok, ponieważ zapadł on na tle umowy zawartej w 2019 roku. Skąd to rozróżnienie? Jest ono bardzo istotne, ponieważ w 2018 roku weszło w życie tzw. rozporządzenie BMR, które uporządkowało kwestie dotyczące wskaźników referencyjnych, w tym również WIBOR-u. Dlatego w odniesieniu do umów zawartych po 2018 roku Trybunał wskazał, że ciężar analizy nie powinien koncentrować się przede wszystkim na samym sposobie ustalania WIBOR-u – czyli na tym, czy był on wyznaczany uczciwie, czy nieuczciwie, czy banki prawidłowo przekazywały kwotowania. W tym zakresie znaczenie ma fakt, że obowiązywało już rozporządzenie BMR, które tworzy pewne założenie rzetelności tego wskaźnika. To jednak nie oznacza, że takich umów nie można kwestionować. Wręcz przeciwnie – trzeba badać, w jaki sposób bank informował konkretnego kredytobiorcę o WIBOR-ze. Innymi słowy: czym jest ten wskaźnik, kto jest jego administratorem, gdzie jest publikowany, a przede wszystkim – jakie ryzyka i konsekwencje finansowe wiążą się z zawarciem umowy opartej na tym wskaźniku. Przyjmuje się, że bank powinien przedstawić klientowi rzetelne informacje pozwalające zrozumieć skalę ryzyka, w tym również symulacje pokazujące, jak może zmieniać się wysokość rat, na przykład przy uwzględnieniu najwyższego poziomu wskaźnika z ostatnich 20 lat. To właśnie w tym obszarze otwiera się przestrzeń do oceny, czy kredytobiorca rzeczywiście został właściwie poinformowany. I to jest sedno tego wyroku. Nie chodzi już wyłącznie o sam mechanizm ustalania WIBOR-u, lecz o to, czy konkretny klient – na podstawie informacji przekazanych przez bank – był w stanie w sposób świadomy, racjonalny i rzetelny ocenić ryzyko związane z zawarciem takiej umowy.

Radca prawny Michał Kanabaja: Rzeczywiście trudno coś dodać do tego, co przed chwilą powiedziała mecenas Kuleta. Warto jednak wyraźnie podkreślić jedno: narracja banków, jakoby „wygrały” i zamknęły możliwość kwestionowania WIBOR-u, jest po prostu nieprawdziwa. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wprost dopuścił możliwość badania umów, również tych zawartych po 2018 roku – pod kątem zgodności z prawem unijnym, w szczególności ze standardami przejrzystości wynikającymi z dyrektywy 93/13. Jednocześnie wskazał, że banki mają obowiązek realizować szeroki zakres obowiązków informacyjnych, wynikających także z dyrektywy 2014/17/UE, w tym z jej załącznika nr 2. W praktyce oznacza to konieczność weryfikacji, czy banki rzeczywiście przekazały klientom komplet rzetelnych i zrozumiałych informacji, zgodnie z wymaganym standardem. I tu może pojawić się dla nich zaskoczenie. Z jednej strony mamy bowiem intensywną komunikację o rzekomym sukcesie, wzmacnianą także działaniami medialnymi, z drugiej, realna sytuacja prawna wcale nie jest dla banków tak korzystna.Jak te wnioski przełożą się na konkretne rozstrzygnięcia sądowe, pokaże czas. Na ten moment mamy do czynienia z otwartą sytuacją – wciąż czekamy na kolejne wyroki oraz odpowiedzi na dalsze pytania prejudycjalne dotyczące WIBOR-u. Apel do kredytobiorców jest prosty: nie warto zrażać się medialną narracją. TSUE wskazał podstawy do badania tych umów, a tym samym do ich ewentualnego podważania. Te sprawy będą się rozwijać i wciąż pozostajemy w grze.
Radca prawny Karolina Kuleta: Warto też dodać, że to nie jest jedyny wyrok dotyczący WIBOR-u. Jak już zostało wspomniane, przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej czekają kolejne sprawy, które będą miały istotne znaczenie dla kredytobiorców. Dotyczyć będą one przede wszystkim umów zawartych przed 2018 rokiem. W tych postępowaniach Trybunał ma odpowiedzieć m.in. na pytanie, czy możliwe jest kwestionowanie samego sposobu ustalania WIBOR-u – czyli jego metodologii – w okresie sprzed wejścia w życie rozporządzenia BMR. To pokazuje, że sprawy dotyczące kredytów opartych na WIBOR-ze są wciąż w toku i będą się rozwijać. Zachęcamy Państwa do śledzenia naszych komunikatów oraz kontaktu z kancelarią, na bieżąco informujemy o najnowszych rozstrzygnięciach i ich znaczeniu dla kredytobiorców. Na te kolejne wyroki będziemy oczywiście czekać i uważnie obserwować rozwój sytuacji. Tak jak wspomniała mecenas, zachęcamy Państwa do śledzenia naszych kanałów, gdzie na bieżąco informujemy o najważniejszych zmianach i rozstrzygnięciach. Przechodząc do kolejnego tematu od kredytów złotówkowych wracamy do kredytów walutowych, w tym przede wszystkim frankowych, ale także tych powiązanych z euro czy dolarem.
W mediach pojawiły się ostatnio nagłówki sugerujące, że era spraw frankowych dobiega końca. Dane pokazują jednak coś zupełnie innego. O komentarz w tej sprawie poproszę mecenasa Kanabaję.
Radca prawny Michał Kanabaja: Rzeczywiście często pojawia się dziś hasło, że „sprawy frankowe dobiegają końca”. W praktyce jednak nic na to nie wskazuje. Spośród ponad 700 tysięcy umów powiązanych z walutami obcymi – nie tylko frankiem, ale również euro, dolarem czy jenem – do sądów trafiła dopiero część, szacunkowo około połowy. To oznacza, że optymizm widoczny w komunikacji banków, również w ich sprawozdaniach finansowych i poziomie tworzonych rezerw na ryzyka prawne, może być przedwczesny. Coraz większa liczba kredytobiorców uświadamia sobie bowiem, że nawet w przypadku kredytów już spłaconych warto wrócić do umowy i poddać ją analizie. Dotyczy to także osób, które zawierały umowy powiązane z innymi walutami niż frank szwajcarski. Przyjęło się mówić o „kredytach frankowych”, ale istota problemu nie tkwi w samej walucie, lecz w konstrukcji tych produktów. Kredyty indeksowane lub denominowane w euro czy dolarze często zawierały analogiczne mechanizmy i mogą być oceniane w podobny sposób. Dlatego zachęcamy do weryfikacji takich umów – szczególnie tych zawieranych w latach 2008–2012 – ponieważ wiele z nich może okazać się wadliwych na tych samych podstawach co kredyty frankowe. W efekcie liczba spraw wciąż może istotnie wzrosnąć, a przyjęte przez banki założenia dotyczące skali ryzyka prawnego mogą okazać się niedoszacowane. Tym bardziej, że na horyzoncie pojawiają się kolejne wyzwania – związane choćby z kredytami opartymi na WIBOR-ze czy kredytami konsumenckimi – których skala jest jeszcze większa.
Radca prawny Karolina Kuleta: Bardzo dobrą informacją – zarówno dla tych kredytobiorców, którzy już zdecydowali się zakwestionować swoje umowy w sądzie, jak i dla tych, którzy wciąż się wahają, jest to, że z roku na rok rośnie tzw. wskaźnik opanowania wpływu. Oznacza to, że liczba spraw prawomocnie zakończonych coraz częściej przewyższa liczbę nowych pozwów wpływających do sądów. To efekt kilku czynników. Po pierwsze, mamy do czynienia z zamkniętą pulą tego rodzaju kredytów – wiemy, że nie są już one udzielane. Po drugie, sędziowie zdobyli już duże doświadczenie w prowadzeniu takich spraw i wiedzą, jak je sprawnie procedować. Poprawiło się również zaplecze organizacyjne sądów, a częściowa cyfryzacja postępowań dodatkowo usprawniła ich przebieg. Dziś sądy mają już wypracowane schematy działania, a sprawy nie są zawieszane tak często jak kiedyś, na przykład w oczekiwaniu na kolejne orzeczenia Trybunału. Wyraźnie zmieniła się także postawa samych banków. Coraz rzadziej podejmują one działania, które wcześniej służyły głównie przedłużaniu postępowań, takie jak zgłaszanie licznych świadków niemających realnego związku z konkretną umową. Nawet jeśli takie wnioski zostały złożone wcześniej, banki coraz częściej je wycofują. Jednocześnie prowadzą szeroką akcję ugodową, a w wielu sprawach rezygnują również z wnoszenia apelacji. Wszystko to sprawia, że postępowania toczą się szybciej, a kolejki w sądach stopniowo się skracają. Oczywiście nadal jesteśmy w okresie rozpoznawania dużej liczby spraw, które wpłynęły w poprzednich latach, ale przyspieszenie jest już wyraźnie widoczne. To ważna zmiana, bo właśnie czas oczekiwania przez długi czas był jednym z głównych powodów, dla których kredytobiorcy odkładali decyzję o dochodzeniu swoich praw. Z naszej praktyki również wynika, że coraz częściej udaje się uzyskać prawomocne wyroki w relatywnie krótkim czasie, zwłaszcza wtedy, gdy bank nie wnosi apelacji. Zdarza się, szczególnie w mniejszych ośrodkach, że korzystny wyrok zapada już po kilku miesiącach. To pokazuje, że postępowanie nie musi dziś oznaczać wieloletniej, wyczerpującej walki. Pozytywnym sygnałem są także same statystyki publikowane przez banki. Wynika z nich jasno, że zdecydowana większość spraw kończy się wygraną kredytobiorców, mówimy tu o poziomie przekraczającym 97 proc., a w niektórych przypadkach nawet 99 proc. To właśnie na takich danych można dziś opierać ocenę szans procesowych. Oczywiście nikt nie może zagwarantować konkretnego wyroku w indywidualnej sprawie, ale ogólny obraz jest dla kredytobiorców bardzo korzystny. To wszystko powinno być istotnym sygnałem również dla tych osób, które mają już kredyty spłacone. Warto taką umowę przekazać do analizy i sprawdzić, czy istnieje możliwość odzyskania środków w związku z jej zakwestionowaniem.
Na koniec wracamy jeszcze do tematu kredytów złotówkowych – coraz częściej pojawiają się bowiem nagłówki sugerujące, że złotówkowicze mogą podążyć śladem frankowiczów, a do sądów może trafić kolejna fala pozwów. To temat w pewnym sensie łączący oba obszary, ale też budzący wiele prognoz i porównań – zwłaszcza w kontekście tego, jak ukształtowało się orzecznictwo w sprawach frankowych. O komentarz w tej sprawie poproszę mecenas Karolinę Kuletę.
Radca prawny Karolina Kuleta: To rzeczywiście artykuł, który stanowi pewną klamrę spinającą oba tematy i pokazuje wyraźną analogię. Jak już zostało wspomniane, banki przygotowują się na możliwość pojawienia się nowej fali pozwów – tym razem dotyczących kredytów złotówkowych opartych na WIBOR-ze, ale także spraw z zakresu sankcji kredytu darmowego. Warto zauważyć, że sektor bankowy ma już dziś znaczące doświadczenie w zarządzaniu ryzykiem prawnym. Rezerwy na sprawy frankowe zostały w dużej mierze zabezpieczone – przekraczają 200% – a same banki poradziły sobie z tym problemem, mimo wcześniejszych prognoz o możliwym załamaniu rynku czy upadłości instytucji finansowych. Jak pokazują aktualne dane, banki osiągają dziś rekordowe wyniki finansowe, sięgające miliardów złotych zysku netto. To istotny kontekst dla obecnej dyskusji o kredytach złotówkowych. Narracja o potencjalnym załamaniu rynku w związku z roszczeniami kredytobiorców pojawia się ponownie, jednak doświadczenia ze spraw frankowych pokazują, że sektor bankowy jest w stanie absorbować tego rodzaju ryzyka. Nie zmienia to faktu, że skala potencjalnych sporów dotyczących WIBOR-u może być znacznie większa, liczba takich umów jest wielokrotnie wyższa niż w przypadku kredytów frankowych. Oznacza to, że ewentualne konsekwencje mogą być dla banków bardziej odczuwalne. Widzimy jednak bardzo podobny mechanizm rozwoju tych spraw: początkowo niewielka liczba pozwów, rozbieżne orzecznictwo, a następnie – wraz z kolejnymi wyrokami TSUE i sądów krajowych, stopniowe umacnianie się linii orzeczniczej i rosnącą aktywność kredytobiorców. Już dziś pojawiają się pierwsze wyroki podważające konstrukcję kredytów opartych na WIBOR-ze – zarówno poprzez kwestionowanie całych umów, jak i eliminowanie samego wskaźnika. Można więc powiedzieć, że proces ten dopiero się rozpędza. W najbliższych miesiącach, szczególnie po kolejnych rozstrzygnięciach TSUE, można spodziewać się wzrostu liczby spraw. A kolejne wyroki – także te dotyczące umów zawartych przed 2018 rokiem, mogą jeszcze wyraźniej wpłynąć na kierunek orzecznictwa.
Radca prawny Michał Kanabaja: Szanowni Państwo, obecnie oczekujemy na trzy istotne rozstrzygnięcia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, wydawane w odpowiedzi na pytania prejudycjalne zadane przez Sąd Okręgowy Warszawa–Praga, Sąd Okręgowy w Warszawie oraz Sąd Okręgowy w Krakowie. Szczególne znaczenie ma sprawa Sądu Okręgowego Warszawa–Praga, ponieważ dotyczy ona wprost umów zawartych przed 2018 rokiem. To właśnie to rozstrzygnięcie może mieć kluczowe znaczenie dla bardzo szerokiej grupy kredytobiorców. Trybunał będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, czy konstrukcja tych umów – funkcjonujących w czasie, gdy WIBOR nie podlegał jeszcze regulacjom rozporządzenia BMR – może być skutecznie kwestionowana. Przed 2018 rokiem sposób ustalania WIBOR-u wyglądał inaczej. Wskaźnik ten był wyznaczany przez podmiot działający w oparciu o własny regulamin, który nie był powszechnie dostępny dla kredytobiorców. Oznacza to, że osoby zawierające umowy w tym okresie znajdowały się w znacznie trudniejszej sytuacji – nie miały realnej możliwości weryfikacji mechanizmu wpływającego bezpośrednio na wysokość oprocentowania i koszt kredytu. Po 2018 roku sytuacja uległa zmianie, ponieważ zaczęło obowiązywać rozporządzenie BMR, które wprowadziło określone standardy i większą przewidywalność w zakresie ustalania wskaźników referencyjnych. Wcześniej takich gwarancji po prostu nie było. Właśnie oczekiwane rozstrzygnięcia mogą okazać się przełomowe – szczególnie w odniesieniu do starszych umów, których jest najwięcej. Co więcej, są to umowy funkcjonujące już od wielu lat, co oznacza, że ich ewentualne podważenie może wiązać się z istotnymi konsekwencjami finansowymi zarówno dla kredytobiorców, jak i dla banków. Z naszej praktyki wynika, że w przypadku starszych umów potencjalne kwoty do odzyskania są często znacząco wyższe, co wynika z dłuższego okresu spłaty. Dlatego z dużą uwagą czekamy na odpowiedzi Trybunału, mając jednocześnie nadzieję, że sprawy te zostaną rozstrzygnięte merytorycznie, a nie zakończą się wcześniej, np. poprzez zawarcie ugody. Warto też zauważyć, że mimo ostrożnych prognoz banków dotyczących rezerw na ryzyka prawne, pierwsze rozstrzygnięcia – zwłaszcza korzystne dla kredytobiorców – mogą istotnie wpłynąć na zmianę ich strategii komunikacyjnej i procesowej. Już teraz obserwujemy działania mające na celu kształtowanie określonej narracji w przestrzeni medialnej. Jednocześnie, nawet po ostatnim wyroku TSUE z lutego, pojawiają się już pierwsze korzystne rozstrzygnięcia sądów krajowych, choć na tym etapie są to jeszcze wyroki nieprawomocne. Zachęcamy Państwa do analizy swoich umów, zarówno tych zawartych przed 2018 rokiem, jak i późniejszych. W wielu przypadkach banki nie realizowały w pełni obowiązków informacyjnych wynikających z prawa unijnego, co otwiera drogę do dochodzenia roszczeń. Walka o swoje prawa w sądzie pozostaje realną i jak pokazuje praktyka, często korzystną ścieżką.
Autor wpisu oraz Mistrz prawa na stronie rachelski.pl
Anna Domin
DYREKTOR MARKETINGU
Filozof, Absolwentka Wydziału Nauk Społecznych, Instytut Filozofii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Posiada 15-letnie doświadczenie w zakresie kreowanie wizerunku w oparciu o strategię marketingową 360, Specjalizuje się w obszarach związanych z marketingiem i PR, budowaniem doświadczania z marką i kreowaniem efektywnej komunikacji z rynkiem. Jej publikacje ukazywały się na łamach takich tytułów jak: Marketing i Biznes, Magazif, Design Alive, Architecture Snob, Architect@Work.