4 marca 2026
Anna Domin
Banki przegrywają 99% spraw. A to dopiero początek problemów
Dzień dobry Państwu. Witam na spotkaniu z ekspertami, którzy wyjaśniają, komentują i objaśniają tematy pojawiające się w minionym tygodniu w mediach, a dotyczące kredytobiorców. Dziś tytuły prasowe i najważniejsze wydarzenia ostatnich dni skomentują eksperci z kancelarii Rachelski i Wspólnicy. Naszym gościem jest mecenas Stanisław Rachelski i Mecenas Michał Kanabaja. Przejdźmy od razu do pierwszego nagłówka i głośnego tematu, który bardzo mocno wybrzmiewa w mediach. Tym bardziej, że dotyczy on bardzo dużej liczby odbiorców.
„Koniec ery WIBOR-u w kredytach. KNF wyznacza bankom twarde terminy”.
W ostatnich tygodniach sporo działo się wokół kwestii WIBOR-u. Dlatego jako pierwszego poproszę o komentarz pana mecenasa Stanisława Rachelskiego.
Radca prawny Stanisław Rachelski: WIBOR od lat budzi poważne wątpliwości, między innymi dlatego, że jego wysokość w dużej mierze kształtują same banki. W związku z tym od dawna pojawiały się głosy, że ten mechanizm powinien zostać zmieniony. Również Unia Europejska wskazywała na potrzebę wprowadzenia bardziej przejrzystego i wiarygodnego wskaźnika referencyjnego. Prace nad nowym wskaźnikiem trwają już od dłuższego czasu, jednak jego wprowadzanie postępuje dość powoli. W związku z tym Komisja Nadzoru Finansowego wyznaczyła bankom konkretne terminy i oczekuje, że w 2026 roku nowy wskaźnik zacznie zastępować WIBOR. Temu procesowi mają służyć między innymi emisje listów zastawnych opartych na nowym wskaźniku, czyli POLSTR. To właśnie on ma w przyszłości pełnić rolę podstawowego wskaźnika referencyjnego. Czy ta zmiana znacząco wpłynie na oprocentowanie kredytów i na wahania rat? Na to pytanie dziś trudno jeszcze jednoznacznie odpowiedzieć. Wydaje się jednak, że również POLSTR nie jest wskaźnikiem całkowicie wolnym od wpływu sektora bankowego. Banki nadal będą miały pewien wpływ na jego kształtowanie, więc nie ma pewności, czy okaże się on wyraźnie korzystniejszy dla konsumentów. Z drugiej strony sama próba zmiany i poszukiwanie nowych rozwiązań jest krokiem w dobrym kierunku. Dotychczasowy WIBOR był bowiem wskaźnikiem referencyjnym opartym w dużej mierze na hipotetycznych transakcjach między bankami, które w praktyce często w ogóle nie miały miejsca.
Radca prawny Michał Kanabaja: Szanowni Państwo, zobaczymy, czy nowy wskaźnik, czyli POLSTR, rzeczywiście coś zmieni i co tak naprawdę zmieni w praktyce. Wiemy już dziś, że WIBOR może być wskaźnikiem wadliwym, również w odniesieniu do umów zawieranych po 2018 roku. Wiemy też, między innymi po ostatnim wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, gdzie należy szukać tej wadliwości. Nie możemy bowiem podważać samego sposobu wyznaczania WIBOR-u na podstawie rozporządzenia BMR, ale jednocześnie wiemy, że w wielu umowach pojawiało się bardzo dużo innych błędów, także w tych zawieranych po 2018 roku. Dlatego pozostaje pytanie, czy nowy wskaźnik rzeczywiście coś zmieni. Gdyby z WIBOR-em wszystko było w porządku, to przecież nie byłoby potrzeby jego zastępowania. Natomiast najważniejsze jest to, jakie przełożenie będzie miało to dla kredytobiorców. Czy nowy wskaźnik okaże się bardziej przejrzysty, bardziej obiektywny i stabilny? Jak będzie funkcjonował w praktyce, dopiero się przekonamy.
Przejdźmy teraz do tego, co dzieje się w sądach w kontekście spraw frankowych. W mediach pojawił się głośny nagłówek: „PKO BP kontra frankowicze. 99,5 procent przegranych spraw”. Wiemy, że fala pozwów w sprawach związanych z WIBOR-em dopiero nadchodzi. Tymczasem w sprawach frankowych statystyki są już bardzo wyraźne. Jak dziś wyglądają te proporcje w sądach? O pierwszy komentarz poproszę pana mecenasa Kanabaję.
Radca prawny Michał Kanabaja: Szanowni Państwo, trzeba tu zwrócić uwagę na jedną zasadniczą rzecz. Banki, mimo problemów na froncie spraw frankowych, wciąż generują ogromne, miliardowe zyski netto. Nie inaczej jest w przypadku takich instytucji jak mBank czy PKO BP. Warto jednak podkreślić, że banki przegrywają tych spraw naprawdę bardzo dużo. Statystyki pokazują, że jest to ponad 99 procent postępowań. Dotyczy to nie tylko spraw wytaczanych przez kredytobiorców, ale również tych, w których banki same występują z pozwami. W związku z tym można powiedzieć, że te sprawy w pewnym sensie zaczynają bankom wymykać się spod kontroli, zwłaszcza jeśli chodzi o sposób ich ujmowania w sprawozdaniach finansowych i przewidywanie związanych z nimi ryzyk. My natomiast te ryzyka wyraźnie widzimy. Banki zaczynają je dostrzegać w sprawach frankowych, ale podobne ryzyka pojawiają się także w sprawach dotyczących wskaźnika WIBOR i wydaje się, że w tym obszarze sektor bankowy wciąż jeszcze nie w pełni je uwzględnia.

Radca prawny Stanisław Rachelski: Jeśli chodzi o PKO BP, to warto zwrócić uwagę jeszcze na jedną rzecz. Mówimy tu przecież o ochronie konsumenta. Ustawa o kredycie konsumenckim weszła w życie w 2011 roku, a dopiero po kilkunastu latach banki zaczęły zauważać, że istnieje coś takiego jak sankcja za naruszenie praw konsumenta. Jesteśmy też bardzo blisko ważnego rozstrzygnięcia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Orzeczenie w tej sprawie ma zapaść na początku kwietnia i można się spodziewać, że może ono uruchomić kolejną falę spraw sądowych. Wiele wskazuje na to, że rozstrzygnięcie TSUE może być korzystne dla kredytobiorców, zwłaszcza w kontekście sankcji kredytu darmowego. To oznacza, że banki posiadające w swoich portfelach takie kredyty czy pożyczki powinny poważnie brać pod uwagę związane z tym ryzyko. Oczywiście, jak to często bywa, sektor bankowy stara się minimalizować znaczenie tych zagrożeń. Banki dysponują dużymi środkami finansowymi, dlatego w mediach pojawia się wiele komentarzy, które mają przekonywać, że ryzyko jest niewielkie. Często podkreśla się, że banki działają uczciwie, że wskaźnik WIBOR jest prawidłowy, a sankcja kredytu darmowego to jedynie konstrukcja prawna, która nie powinna być szeroko stosowana przez sądy. W praktyce jednak to właśnie sądy będą ostatecznie oceniać te kwestie.
Radca prawny Michał Kanabaja: Szanowni Państwo, jeśli banki osiągają duże zyski netto, to mają również duże budżety. Także budżety marketingowe. A to oznacza, że mogą prowadzić szerokie kampanie informacyjne. Można się więc spodziewać, że im bliżej będziemy wyroku w sprawie sankcji kredytu darmowego, o którym przed chwilą wspominał mecenas, tym głośniej będzie o tej sprawie również z perspektywy banków. Najprawdopodobniej pojawią się różnego rodzaju przekazy, które będą miały na celu zniechęcenie konsumentów do składania pozwów. Tymczasem z punktu widzenia kredytobiorców sytuacja powinna wyglądać dokładnie odwrotnie. Warto, aby osoby, których mogą dotyczyć te przepisy, świadomie analizowały swoją sytuację i podejmowały decyzje o dochodzeniu swoich praw.
I na koniec temat, który dziś dla Państwa przygotowaliśmy, a o który bardzo często pytacie. Chodzi o kredyty frankowe już spłacone. Czy w takiej sytuacji nadal można pozwać bank? My znamy odpowiedź i jest ona jednoznaczna: tak, w wielu przypadkach jest to możliwe. O szczegółach opowie pan mecenas Stanisław Rachelski.
Radca prawny Stanisław Rachelski: To bardzo dobre pytanie. Warto podkreślić, że nie chodzi wyłącznie o kredyty frankowe. Dotyczy to także kredytów zaciągniętych w innych walutach, na przykład w dolarach czy euro. Wszystkie takie kredyty, nawet jeśli zostały już spłacone, warto przeanalizować i sprawdzić, czy w umowie nie znajdują się niedozwolone klauzule. Jeżeli okaże się, że w spłaconym kredycie rzeczywiście występowały klauzule abuzywne, to od momentu ich stwierdzenia zaczyna biec termin przedawnienia roszczeń. Oznacza to, że kredytobiorca wciąż może dochodzić swoich praw w sądzie i ubiegać się o zwrot nadpłaconych pieniędzy. W przypadku kredytów już spłaconych bardzo często mówimy o naprawdę dużych kwotach nadpłat. Dlatego zachęcamy, aby korzystać ze swoich uprawnień i sprawdzać takie umowy. Ten, kto podejmuje działanie, ma szansę odzyskać swoje pieniądze. Ten, kto tego nie zrobi, najczęściej pozostaje tylko z poczuciem straconej szansy.

Radca prawny Michał Kanabaja: Szanowni Państwo, wydaje się, że niewiele można tu dodać. Trzeba jednak pamiętać o jeszcze jednej kwestii. Ostateczne rozstrzygnięcie zawsze należy do sądu i do sędziów, którzy prowadzą konkretne sprawy. Niektórzy z sędziów zwracają uwagę na to, że termin przedawnienia powinien być liczony od momentu, w którym kredytobiorca dowiedział się lub mógł się dowiedzieć, że z jego umową i zawartymi w niej klauzulami może być coś nie tak. W praktyce oznacza to, że część sądów może przyjmować właśnie taką interpretację i uznawać, że dopiero od chwili uzyskania tej wiedzy przez kredytobiorcę zaczyna biec termin przedawnienia jego roszczeń.Trzeba też zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. To, że w sprawie państwa Dziubak zapadło konkretne orzeczenie i ich umowa została uznana za nieważną, wcale nie oznacza automatycznie, że wszyscy inni kredytobiorcy posiadający kredyty w tym samym banku albo w innych bankach powinni od razu zakładać, że w ich przypadku sytuacja wygląda identycznie. Każda umowa kredytowa jest inna i powinna być oceniana indywidualnie. To, że w jednej sprawie sąd uznał konkretne klauzule za niedozwolone i doprowadziło to do nieważności umowy, nie oznacza, że identyczny skutek musi automatycznie wystąpić w każdej innej sprawie. Próby upraszczania tej kwestii i twierdzenia, że skoro zapadł głośny wyrok w jednej sprawie, to automatycznie przesądza on sytuację wszystkich innych kredytobiorców, są w mojej ocenie całkowicie nieuzasadnione. Każdy przypadek powinien być analizowany oddzielnie, z uwzględnieniem konkretnej umowy, jej zapisów oraz momentu, w którym kredytobiorca mógł dowiedzieć się o ewentualnych wadach swojej umowy.
Radca prawny Stanisław Rachelski: Najlepszym rozwiązaniem jest po prostu odnalezienie swojej umowy kredytowej. Jeśli ktoś jej już nie posiada, zawsze można wystąpić do banku o wydanie odpisu dokumentów. Taką umowę warto następnie dokładnie sprawdzić i przeanalizować, najlepiej z pomocą doświadczonej kancelarii. Wtedy wszystko staje się jasne i kredytobiorcy mogą dowiedzieć się, jaka jest ich rzeczywista sytuacja prawna i na czym stoją.
Radca prawny Michał Kanabaja:. Zachęcamy, aby odszukać taką umowę i ją przeanalizować. Warto też nie poddawać się narracji, że w takich sprawach wszystko jest już przedawnione. Termin przedawnienia zaczyna bowiem biec dopiero od momentu, w którym kredytobiorca dowie się, że jego umowa może być wadliwa. Najczęściej dzieje się to w chwili, gdy otrzymuje analizę prawną, z której wynika, że w umowie znajdują się niedozwolone zapisy. Dopiero od tego momentu można mówić o rozpoczęciu biegu przedawnienia.
Dodam jeszcze, że w kancelarii Rachelski i Wspólnicy taka analiza umowy jest całkowicie bezpłatna. Warto więc skorzystać z tej możliwości, tym bardziej że również jej omówienie odbywa się bez żadnych opłat. To właśnie jest czas, w którym dzielimy się z Państwem wiedzą i doświadczeniem po to, aby pomóc sprawdzić, co mogą Państwo zrobić ze swoją umową kredytową, kredytem czy zadłużeniem, z którym się mierzą. Ja dziękuję mecenasom za komentarz i objaśnienie najważniejszych nagłówków, które pojawiały się w mediach w minionym tygodniu. Państwa zapraszam także na kolejne spotkania. Już jutro o godzinie 14.00 odbędzie się spotkanie dotyczące kredytów opartych na wskaźniku WIBOR. Z kolei o godzinie 16.00 zapraszamy wszystkich tych z Państwa, którzy są zainteresowani rozwiązaniem swoich problemów związanych z kredytami walutowymi, między innymi we frankach czy w dolarach.
Autor wpisu oraz Mistrz prawa na stronie rachelski.pl
Anna Domin
DYREKTOR MARKETINGU
Filozof, Absolwentka Wydziału Nauk Społecznych, Instytut Filozofii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Posiada 15-letnie doświadczenie w zakresie kreowanie wizerunku w oparciu o strategię marketingową 360, Specjalizuje się w obszarach związanych z marketingiem i PR, budowaniem doświadczania z marką i kreowaniem efektywnej komunikacji z rynkiem. Jej publikacje ukazywały się na łamach takich tytułów jak: Marketing i Biznes, Magazif, Design Alive, Architecture Snob, Architect@Work.