Mediacje to fikcja, banki liczą zyski, a fiskus czeka - Kancelaria Prawna Rachelski & Wspólnicy

4 czerwca 2025

Anna Domin

Mediacje to fikcja, banki liczą zyski, a fiskus czeka

Dzień dobry Państwu, witamy serdecznie na porannej prawniczej prasówce.
Jak co tydzień, omawiamy najważniejsze informacje medialne dotyczące kredytobiorców — zarówno frankowych, jak i złotówkowych — a także kwestie związane z sankcją kredytu darmowego. Tematów, jak zawsze, nie brakuje. Dziś, wraz z ekspertem kancelarii Rachelski i Wspólnicy przyjrzymy się bliżej najnowszym doniesieniom i wyjaśnimy ich znaczenie z punktu widzenia prawa. Czego tak naprawdę dotyczą nagłówki, które pojawiają się w mediach, co się za nimi kryje, oraz jak wygląda aktualna sytuacja w sądach — bo to właśnie do niej często odnoszą się te doniesienia.

Przejdźmy zatem do pierwszego tematu. To zagadnienie, które regularnie powraca w medialnych przekazach. Mowa o ugodach. W tym tygodniu uwagę przykuł tytuł: „Kolejny cios dla frankowiczów i fiasko Ministerstwa Sprawiedliwości”. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z takim scenariuszem?

O komentarz w tej sprawie poproszę pana mecenasa Rachelskiego.

Fiasko programu mediacji – czy frankowicze słusznie odmawiają ugód?

Radca prawny Stanisław Rachelski: Program mediacji, o którym mowa, można — nie bez podstaw — uznać za zakończony porażką. Przede wszystkim dlatego, że w praktyce nie spełnia on swojej roli. Często dotyczy spraw bardzo zaawansowanych, prowadzonych od kilku lat. W takich przypadkach mediacja przestaje mieć sens, bo jesteśmy już na etapie, na którym sąd powinien wydać wyrok, a nie inicjować rozmowy ugodowe. Trzeba pamiętać, że mediacja ma największy sens na początku postępowania — gdy strony są jeszcze otwarte na dialog i szukają rozwiązania. Tymczasem obecny program mediacyjny de facto zmusza frankowiczów do udziału w mediacjach na etapie, który nie sprzyja już żadnym konstruktywnym rozmowom. Czas na przygotowanie do takich mediacji jest bardzo krótki, co rodzi frustrację. Dodatkowo, zła opinia o tym systemie ciągnie się od lat. Jako mediator przy Sądzie Okręgowym w Warszawie mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, że bardzo trudno znaleźć dziś realne argumenty za tym, by ta mediacja się opłacała czy była atrakcyjna dla frankowiczów. Obecnie mediacje często jedynie wydłużają proces. Sędziowie odraczają sprawy, w oczekiwaniu na wynik mediacji, a to oznacza opóźnienia rzędu sześciu miesięcy, a nawet roku. Wszyscy są tym zmęczeni — klienci, pełnomocnicy, a także sądy.

Statystyki mówią same za siebie – mediacje bez efektu

Radca prawny Michał Tomasiak: Powiedzmy sobie wprost — artykuł nie mija się z prawdą. Program mediacji, o którym mowa, zakończył się fiaskiem. Z danych wynika, że na ponad tysiąc przeprowadzonych mediacji zawarto… dwie ugody. To jest statystyka, która mówi sama za siebie — ułamek procenta. A przecież każda z tych mediacji to konkretne koszty: czas sądu, wynajęta infrastruktura, organizacja spotkań. I nie chodzi tylko o same mediacje — zanim do nich dojdzie, organizowane są tzw. spotkania informacyjne, czyli dodatkowa czynność, która angażuje strony. Najczęściej dowiadują się o niej na kilka dni przed, a co więcej — pełnomocnicy często nie są o tym formalnie informowani. Sądy uznają, że udział mecenasa nie jest konieczny, co jest dość kontrowersyjne.

Radca prawny Stanisław Rachelski: Zgadza się, a mimo to to właśnie do pełnomocników klienci przychodzą po wyjaśnienia. I pojawia się presja — jeżeli nie weźmiemy udziału w tym spotkaniu albo nie uzasadnimy, dlaczego nie chcemy brać w nim udziału, możemy zostać obciążeni kosztami. Więc co robimy? Rzucamy wszystko i się stawiamy — tylko po to, żeby usłyszeć coś, co już zostało omówione poza salą sądową.

Trzy powody, dla których mediacja frankowa nie działa

Radca prawny Michał Tomasiak: Dokładnie. Przecież te rozmowy się toczą — między pełnomocnikami, między stronami, z udziałem przedstawiciela banku, który jest oddelegowany do prowadzenia negocjacji. I z drugiej strony kredytobiorca, również z profesjonalnym pełnomocnikiem. Mamy więc cztery osoby, które już są w procesie rozmowy — i w tym samym czasie pojawia się pytanie, czy chcemy… rozmawiać. Mediator przez 30–40 minut mówi ogólnie o instytucji mediacji. I nawet jeśli strony już na początku deklarują, że nie są zainteresowane mediacją, to i tak spotkanie trwa, bo mediator „musi” przeprowadzić je do końca. W tym czasie można byłoby przecież przeprowadzić rozprawę, przesłuchać świadka, wydać postanowienie — zrobić krok do przodu. A my tkwimy w pustej procedurze. I nie chodzi o to, że jesteśmy przeciwnikami mediacji jako instytucji. Ona ma sens — ale nie na tym etapie i nie w takiej formie.Dokładnie. Ja dziś czytając ten artykuł, pomyślałem sobie o takiej zasadzie 3P — trzy powody, dla których mediacja w sprawach frankowych nie działa:
Psychologiczne: kredytobiorcy są zmęczeni, zniechęceni, nie mają zaufania do propozycji ugodowych.
Prawne: sprawy są zbyt zaawansowane — jesteśmy często tuż przed wyrokiem.
Pieniężne: każda mediacja to koszt — i czasowy, i organizacyjny. Te zasoby można by lepiej wykorzystać.

To jeszcze doprecyzuję, bo wspomniałem wcześniej o zasadzie 3P, ale może warto zacząć właśnie od tej pierwszej litery — od czynników prawnych, bo one są absolutnie kluczowe. W zdecydowanej większości przypadków — mówię tu o około 98% spraw — mamy do czynienia z typowymi, standardowymi kredytami frankowymi, które kwalifikują się do unieważnienia umowy. I nie są to sytuacje wątpliwe czy sporne — prawo jest w tych sprawach po stronie kredytobiorców. Dlatego trudno oczekiwać, że w takim układzie strony będą miały wolę porozumiewania się. Bo skoro przepisy, orzecznictwo i dotychczasowa linia sądów jednoznacznie wspierają interes kredytobiorcy, to po prostu nie ma podstaw prawnych, by szukać kompromisu „na siłę”. Oczywiście, bywają wyjątkowe sytuacje życiowe, które mogą wpływać na decyzję klienta, ale to są jednostkowe przypadki.

Radca prawny Stanisław Rachelski: Zgoda. I tu przechodzimy płynnie do czynnika psychologicznego, który, jak już wspomnieliśmy, również gra ogromną rolę.

Radca prawny Michał Tomasiak

Radca prawny Michał Tomasiak: Dokładnie. Kredytobiorcy są po prostu zmęczeni. Mają poczucie, że przez lata byli ignorowani, a ich sytuacja bagatelizowana. Jeśli ktoś przez sześć lat prowadzi sprawę, wie, że lada moment zapadnie wyrok — i nagle, na dwa czy trzy miesiące przed końcem, dostaje wezwanie na mediację — to naprawdę trudno traktować to poważnie. To wręcz zniechęcające.Z punktu widzenia kredytobiorcy, mediacja po prostu się nie opłaca. Skoro prawo jest po jego stronie, a z każdym kolejnym dniem narastają roszczenia odsetkowe — to udział w procedurze, która tylko wydłuża proces, nie leży w jego interesie. Paradoksalnie, to właśnie bankom powinno zależeć na jak najszybszym zakończeniu tych spraw. Jeżeli wiedzą, że dana sprawa rokuje na niekorzystny dla nich wyrok — to logicznym ruchem byłoby uznanie roszczenia. Tymczasem my widzimy, że mediacje stają się kolejnym elementem odwlekania nieuniknionego. I to wszystko razem — czynniki prawne, psychologiczne i pieniężne — powoduje, że ten program mediacyjny w sprawach frankowych po prostu nie działa. Jest nieskuteczny, niefunkcjonalny i rodzi więcej frustracji niż realnych szans na ugodę.

Przymus mediacji bez podstawy prawnej?

Radca prawny Stanisław Rachelski: Szczerze mówiąc, ten program mediacyjny został wprowadzony kompletnie bez wyobraźni i bez praktycznego przemyślenia. To dla nas naprawdę zaskakujące, że coś takiego wdraża się w takiej formie. Od samego początku widać brak spójnej koncepcji — no bo jak można kierować sprawę do mediacji na samym końcu procesu? Oczywiście, nie ma przeszkód, żeby strony podjęły mediację na dowolnym etapie — ale narzucanie obowiązku udziału w programie mediacyjnym tuż przed wydaniem wyroku to rozwiązanie, które trudno nazwać rozsądnym. A przymusowe mediacje? To już w ogóle pomysł chybiony.

Radca prawny Michał Tomasiak: Zgadzam się w pełni — i powiem więcej: moim zdaniem mamy tu do czynienia z działaniami, które są po prostu niezgodne z przepisami. Wystarczy sięgnąć do komentarzy prawniczych dotyczących instytucji mediacji, by zobaczyć, że straszenie stron konsekwencjami finansowymi za brak udziału w mediacji, która z definicji jest dobrowolna, jest nadużyciem prawa. Sąd nie powinien pisać wprost, że jeśli strona nie weźmie udziału w mediacji, to — niezależnie od wyniku sprawy — zostanie obciążona kosztami procesu. To przecież nie ma podstawy prawnej. Przepisy mówią o sytuacji, w której ktoś bezzasadnie odmówił udziału w mediacji — ale to dotyczy przypadków, gdy strona najpierw wyraziła zgodę, a potem się wycofała w złej wierze. To zupełnie inna sytuacja. Jeśli strona od samego początku jasno deklaruje brak chęci do mediacji, to nie można jej za to karać. A niestety, w wielu pismach sądowych widzę właśnie taką narrację — i zawsze, w odpowiedzi, przygotowuję pismo, w którym przytaczam orzecznictwo i komentarze prawnicze, pokazujące, że takie działania są sprzeczne z obowiązującym prawem. Nie możemy się godzić na to, by dobrowolna instytucja, jaką jest mediacja, była wykorzystywana jako narzędzie nacisku czy formuła „straszaka” wobec kredytobiorców.

Klaudia Krzyzanowska

Klaudia Krzyżanowska

Opiekun Klienta

Ratuj swoje finanse! Zamów teraz BEZPŁATNĄ analizę umowy kredytowej i dowiedz się, jak możemy Ci pomóc.

Darmowa analiza umowy

Przejdźmy teraz do kolejnego tematu, który rzuca światło na obecną kondycję sektora bankowego. Najnowsze dane Narodowego Banku Polskiego wskazują na rekordowe zyski banków. Poproszę pana mecenasa Tomasiaka o komentarz w tej sprawie.

Rekordowe zyski banków – czy sektor naprawdę potrzebuje ugód z frankowiczami?

Radca prawny Michał Tomasiak: Rekordowe zyski banków? To już właściwie nikogo nie dziwi. Tak było w 2024 roku, a teraz – jak pokazują najnowsze dane NBP – już na tym etapie 2025 roku banki notują jeszcze lepsze wyniki niż w analogicznym okresie rok wcześniej. To ciekawe, zwłaszcza w kontekście narracji, którą od lat słyszymy ze strony sektora bankowego: że kredyty frankowe rzekomo zagrażają stabilności systemu, że banki mogą z tego powodu upaść. Tymczasem dziś już wiemy, że roszczenia frankowe to ułamek procenta w skali całego portfela bankowego. A mimo to ta retoryka strachu jest wciąż obecna. Widać też, że strategia przeciągania procesów była dla banków po prostu opłacalna. Banki przez cały ten czas zarabiały – i dziś chcą część tych zysków zachować, „gasząc” potencjalne roszczenia ugodami. Liczą na zmęczenie kredytobiorców, na to, że po kilku latach procesu ci zgodzą się na 50%, a nawet 20% tego, co im się realnie należy. Czasem mówimy wręcz o 10% wartości roszczenia. I niestety, ta strategia bywa skuteczna. Kredytobiorcy są po ludzku zmęczeni walką, tracą cierpliwość i – dla tzw. spokoju ducha – godzą się na warunki ugody. Ale to nie jest decyzja prawna ani finansowa. To czysta psychologia. Banki mają środki, by rozciągać ten proces i stosować presję zmęczenia. I właśnie z tych środków dziś korzystają.

Radca prawny Stanisław Rachelski: Zgoda, Panie Mecenasie, ale warto dodać jeszcze jeden wątek, o którym mówi się zdecydowanie za mało. Mianowicie: kiedy banki zaczęły tak dużo zarabiać – i dlaczego. Otóż banki nie muszą dziś szczególnie się wysilać, by zwiększać swoją aktywność kredytową czy inwestycyjną. One po prostu… dostają prezent w postaci wysokiego WIBOR-u. A ten, wbrew pozorom, nie jest dla nich kosztem – jak miał być pierwotnie rozumiany – ale realnym, dodatkowym źródłem zysku. Wysoki WIBOR miał teoretycznie odzwierciedlać koszt pieniądza, ale dziś pełni funkcję zupełnie inną. Dla banków to czysty dochód – i to często bez podejmowania dodatkowych działań. Innymi słowy: wysoki WIBOR sam generuje zysk. Nic dziwnego, że sektor bankowy ma się świetnie, nawet jeśli jednocześnie powtarza, że sprawy frankowe to „zagrożenie”.

Banki nie upadną – potrzebują jedynie uczciwych zasad

Radca prawny Michał Tomasiak: Tak, dokładnie — właśnie chciałem nawiązać do tego wątku z WIBOR-em i do często powtarzanego argumentu, że jeśli dojdzie do masowego unieważniania umów kredytów frankowych, to sektor bankowy w Polsce upadnie. Tylko że to nie jest prawda. Bankowość nie zniknie. To sektor, który jest potrzebny — ludzie potrzebują usług finansowych, kredytów, rachunków, obsługi płatności. Co najwyżej zmieni się model działania, konwencja czy produkty. Ale bankowość jako taka nie zniknie. Problem polega na czymś innym — chodzi o to, żeby te usługi były oferowane na uczciwych i przejrzystych zasadach. Żeby klient wiedział, jak ustalane jest oprocentowanie jego kredytu. Żeby nie było tak, że jedna strona umowy — bank — może jednostronnie kształtować warunki finansowe. Podobne argumenty słyszeliśmy przecież przy sprawach frankowych — że jeśli sądy zaczną unieważniać umowy, to nastąpi zapaść systemu. Tymczasem dziś wiemy, że to był głównie element retoryki obronnej banków. Mało kto pamięta, że podczas rozprawy przed Trybunałem Sprawiedliwości UE w sprawie o korzystanie z kapitału, jeden z przedstawicieli Komisji Nadzoru Finansowego powiedział wprost: „Bez takiego modelu działania sektor bankowy w Polsce nie będzie w stanie konkurować.” I wtedy padło ważne pytanie ze strony sędziów: „Czy sektor bankowy w Polsce może funkcjonować wyłącznie na nieuczciwych zasadach?” I to jest sedno całej sprawy. Tu nie chodzi o to, żeby zniszczyć sektor bankowy. Chodzi o to, żeby — jak często mówimy — go cywilizować. Wprowadzać do tej sfery więcej przejrzystości, odpowiedzialności, uczciwości. To oczywiście proces — wymagający czasu i zmiany kultury instytucjonalnej. Ale to proces konieczny. I korzystny dla wszystkich: i dla klientów, i dla samych banków, które dzięki temu odzyskają zaufanie społeczne.

Nowoczesna bankowość to transparentność i zaufanie

Radca prawny Stanisław Rachelski: Bo skoro banki mają być instytucjami zaufania publicznego — a przecież tak są postrzegane — to właśnie one powinny dawać przykład. A to oznacza, że procedury wewnętrzne muszą być przejrzyste, jasne i zrozumiałe dla drugiej strony umowy, czyli dla klienta. Oczywiście, banki są instytucjami komercyjnymi — ich celem jest zarabianie. To naturalne. Ale zarabianie nie może się odbywać w sposób nieuczciwy, nieczytelny, w którym kredytobiorca nie wie, ile finalnie zapłaci i za co. To właśnie ten brak transparentności był i wciąż jest źródłem sporów sądowych. Jeśli mamy mówić o nowoczesnym, odpowiedzialnym sektorze bankowym, to musimy zacząć od podstaw: uczciwości, zrozumiałych zasad i równowagi w relacjach z klientem.

Klaudia Krzyzanowska

Klaudia Krzyżanowska

Opiekun Klienta

Ratuj swoje finanse! Zamów teraz BEZPŁATNĄ analizę umowy kredytowej i dowiedz się, jak możemy Ci pomóc.

Darmowa analiza umowy

Przejdźmy do ostatniego z dzisiejszych tematów, który dotyczy kwestii podatkowych związanych z unieważnieniem umowy kredytu. W mediach pojawił się głośny tytuł: „Frankowicz wygrał z bankiem, ale fiskus daje się we znaki”. Chodzi oczywiście o potencjalne zobowiązania podatkowe po wygranej sprawie frankowej.

O komentarz w tej sprawie poproszę pana mecenasa Rachelskiego.

Ugoda czy wyrok? Uważaj na pułapki podatkowe po unieważnieniu umowy kredytu

Radca prawny Stanisław Rachelski: Tak, temat podatkowych skutków unieważnienia umowy kredytowej wciąż budzi wiele pytań. Co do zasady — jeżeli sąd stwierdza nieważność umowy, to podatku dochodowego od „umorzenia długu” nie powinno być. Strony po prostu zwracają sobie nawzajem to, co otrzymały, bo umowa nigdy nie istniała w sensie prawnym. Ale… pojawiają się wyjątki. Na przykład wtedy, gdy kredytobiorca przez lata spłaty uwzględniał odsetki od kredytu jako koszt podatkowy — dotyczy to głównie przedsiębiorców. W takich przypadkach fiskus może upomnieć się o korektę rozliczeń. Natomiast w przypadku ugod sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana — i tu już nie ma takiej jednoznaczności. Kwestia podatku przy ugodach wraca na nowo — choć jeszcze dwa lata temu, gdy mocno promowano ugody frankowe, zapewniano, że żadnego podatku nie będzie. Praktyka pokazuje, że nie zawsze tak jest. Przy wygranej sprawie sądowej, gdzie umowa zostaje uznana za nieważną — co do zasady nie płaci się podatku. Ale przy ugodzie może być inaczej. Fiskus może uznać, że część „darowana” przez bank to przychód, a wtedy pojawia się obowiązek podatkowy — i to niekiedy nawet w wysokości do 30%. Dlatego każdy, kto rozważa ugodę, powinien się wcześniej zastanowić nad jej konsekwencjami podatkowymi. Czy rzeczywiście spełnia warunki do ulgi? Czy podlega ustawie o PIT? Czy będzie można skorzystać ze zwolnienia? I tu znów wracamy do problemu niejasnych przepisów. Brakuje jasnych wytycznych, a na końcu — jak zwykle — poszkodowanym okazuje się być ten, kto działa w dobrej wierze, czyli kredytobiorca.

Fiskus patrzy dosłownie – co może zostać uznane za opodatkowany przychód

Radca prawny Michał Tomasiak: Warto jasno powiedzieć, że każde zwolnienie podatkowe działa na zasadzie wyjątku, a zasada wyjątków w prawie podatkowym jest naprawdę twarda. Szczególnie jeśli chodzi o zwolnienia z opodatkowania, nie można ich interpretować rozszerzająco. To znaczy: jeżeli ustawodawca wprost wskazuje, że dana sytuacja podlega zwolnieniu, to tylko taka sytuacja — literalnie opisana — korzysta z ulgi. Nie można powiedzieć: „Moja sytuacja jest podobna, więc pewnie też się kwalifikuje”. Niestety, nie. Prawo podatkowe działa bardzo precyzyjnie — a fiskus interpretuje te przepisy dosłownie i rygorystycznie. Przykład? Bank często w ramach ugody umarza nie tylko część kapitału czy odsetek, ale też inne opłaty: prowizje, składki na ubezpieczenia, różnego rodzaju koszty „ukryte” w racie kredytu. I tu zaczynają się schody. Często mówimy o kilkudziesięciu, a nawet kilkuset tysiącach złotych takich dodatkowych kosztów, które bank „darowuje” w ugodzie. Ale — i to jest kluczowe — te kwoty najczęściej nie podlegają zwolnieniu podatkowemu. Nie są klasyfikowane jako raty, tylko jako odrębne koszty, a więc fiskus może uznać je za przychód podlegający opodatkowaniu. Inny przykład: jeżeli kredyt został wzięty nie tylko na mieszkanie, ale też — dajmy na to — na garaż, to urząd skarbowy może stwierdzić: „OK, mieszkanie podlega zwolnieniu, ale garaż już nie. To 20% kredytu – i od tej części trzeba zapłacić podatek.” To są prawdziwe pułapki interpretacyjne, na które wielu kredytobiorców nie zwraca uwagi. Czasem nawet jeden zapis w umowie, jedno nieprecyzyjne sformułowanie może przesądzić o tym, czy ulga zostanie zastosowana, czy nie. I żeby to dobrze wybrzmiało — zestawmy to z sytuacją, w której kredytobiorca wygrywa sprawę sądową i sąd unieważnia umowę kredytu. W takim przypadku nie powstaje żaden obowiązek podatkowy. Nie ma podatku ani od zwrotu kapitału, ani od odsetek zasądzonych wyrokiem. I tu warto podkreślić, że istnieją już jednoznaczne interpretacje podatkowe, które wprost potwierdzają, że również odsetki zasądzone przez sąd nie podlegają opodatkowaniu. Na przykład dyrektor jednej z izb administracji skarbowej, odpowiadając na wniosek o interpretację indywidualną, stwierdził wprost, że nie widzi potrzeby tworzenia dodatkowej wykładni, bo z treści przepisów jasno wynika, że wszystkie świadczenia wynikające z unieważnienia umowy frankowej są wolne od podatku. I to jest istotna różnica wobec sytuacji ugodowej, gdzie fiskus często doszukuje się przychodu.

Tak, w naszej ocenie nadal najlepszą i najbezpieczniejszą opcją jest skierowanie sprawy do sądu i dążenie do unieważnienia umowy kredytu. W takim przypadku nie grożą Państwu żadne konsekwencje podatkowe. Wyrok sądu jednoznacznie rozstrzyga sytuację, a fiskus nie ma podstaw do naliczania dodatkowych obciążeń. Dlatego — jak zawsze — zachęcamy Państwa do działania. To już wszystkie tematy, które przygotowaliśmy dla Państwa w dzisiejszej prawniczej prasówce. Dziękujemy za uwagę i już teraz serdecznie zapraszamy na kolejne spotkanie w czwartek o godzinie 14:00 — jak zawsze na żywo, z możliwością zadawania pytań naszym ekspertom. To dobra okazja, by skonsultować swoją sytuację i otrzymać profesjonalną odpowiedź dopasowaną do konkretnej sprawy. Zachęcamy również wszystkich, którzy jeszcze nie podjęli działania, do przesłania umowy kredytowej do bezpłatnej analizy, jaką oferuje kancelaria Rachelski i Wspólnicy. To pierwszy krok, który nic nie kosztuje, a może wiele zmienić. Ja dziękuję mecenasom za dzisiejsze komentarze i analizy, Państwu dziękuję za wysłuchanie — i życzę miłego dnia. Do zobaczenia.

Z artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego program mediacji w sprawach frankowych okazał się nieskuteczny
  • Jakie są trzy główne powody, dla których mediacje nie działają
  • Jak banki wykorzystują mediacje do przedłużania procesów
  • Dlaczego przymus mediacji może być sprzeczny z prawem
  • Jak wysokie zyski banków wpływają na ich podejście do ugód
  • W jaki sposób WIBOR generuje dodatkowe zyski dla sektora bankowego
  • Dlaczego bankowość potrzebuje przejrzystych i uczciwych zasad
  • Jakie są podatkowe konsekwencje ugody frankowej w porównaniu z wyrokiem sądu
  • Kiedy fiskus może uznać darowaną część kredytu za opodatkowany przychód
  • Dlaczego unieważnienie umowy przez sąd jest bezpieczniejsze podatkowo niż zawarcie ugody

Autor wpisu oraz
Mistrz prawa na stronie rachelski.pl

Anna Domin

Anna Domin

DYREKTOR MARKETINGU

Filozof, Absolwentka Wydziału Nauk Społecznych, Instytut Filozofii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Posiada 15-letnie doświadczenie w zakresie kreowanie wizerunku w oparciu o strategię marketingową 360, Specjalizuje się w obszarach związanych z marketingiem i PR, budowaniem doświadczania z marką i kreowaniem efektywnej komunikacji z rynkiem. Jej publikacje ukazywały się na łamach takich tytułów jak: Marketing i Biznes, Magazif, Design Alive, Architecture Snob, Architect@Work.