Szczyt popularności kredytów mieszkaniowych powiązanych z kursem franka szwajcarskiego przypadł na 2008 r. Wkrótce minie 10 lat od tej chwili. Niektórzy eksperci wskazują, że kredytobiorcy chcący zakwestionować w sądach ważność umów muszą przed tym terminem podjąć odpowiednie działania. O zasadzie działania przedawnienia rozmawiamy z Michałem Tomasiakiem, radcą prawnym w kancelarii Rachelski i Wspólnicy.

Kredytobiorcy spłacający zobowiązania powiązane z kursem franka szwajcarskiego z uwagą obserwują dyskusję na temat możliwych konsekwencji upływu dziesięcioletniego terminu od podpisania umowy. Przed dylematem stają zwłaszcza ci, którzy w swoich kontraktach dostrzegli zapisy, które zostały zakwestionowane jako abuzywne.

Niektórzy prawnicy zachęcają do jak najszybszego działania i wystąpienia do banku np. z wezwaniem do próby ugodowej, tak aby przerwać bieg ewentualnego przedawnienia. Czy słusznie? O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Michała Tomasiaka, radcę prawnego w kancelarii Rachelski i Wspólnicy, specjalizującego się w obsłudze sporów na linii konsument – instytucje finansowe.

Michał Kisiel, Bankier.pl: Czy kredytobiorcy, którzy mają w swoich umowach klauzule uznane za abuzywne, powinni obawiać się przedawnienia? Czego może dotyczyć przedawnienie?

Michał Tomasiak: Z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych – roszczenia majątkowe ulegają przedawnieniu. Dotychczas sądy uznają, że roszczenia kredytobiorców w związku z zawarciem „umów frankowych” przedawniają się w ciągu 10 lat. W 2016 roku zapadło kilka orzeczeń sądowych, które unieważniają umowę kredytu.

Jeżeli więc od podpisania umowy kredytu minęło 10 lat, to wciąż możliwe jest wystąpienie o jej unieważnienie. Przedawnienie dotyczy bowiem tylko roszczeń majątkowych. Natomiast roszczenie o unieważnienie umowy samo w sobie do takich roszczeń nie należy. Innymi słowy – żądanie ustalenia nieważności umowy nie ulega przedawnieniu. W tym zakresie kredytobiorcy mogą być spokojni. Warto jednak pamiętać, że w przypadku unieważnienia umowy mogą przedawnić się roszczenia majątkowe, które z tego tytułu (unieważnienia) wynikają.

Przykładowo, jeżeli zostanie unieważniona umowa zawarta w 2005 roku, to kredytobiorca powinien pamiętać, że może nie odzyskać od banku rat i innych opłat „okołokredytowych” zapłaconych w roku 2005, 2006 i częściowo w 2007 (na dzień dzisiejszy). Będzie mógł natomiast domagać się zwrotu zapłaconych kwot za pozostałą część roku 2007 aż do chwili obecnej. Aby zapobiec takiemu scenariuszowi, dobrze jest przerwać bieg przedawnienia. Pozwoli to na spokojnie przygotowanie się do pozwu.

Na czym polega przerwanie przedawnienia w przypadku takiej umowy kredytowej?

Kredytobiorca, jeżeli nie może natychmiast złożyć pozwu, powinien zawezwać bank do próby ugodowej (w postępowaniu sądowym), ewentualnie wszcząć procedurę reklamacyjną zgodnie art. 36 ustawy z dnia 23 września 2016 r. o pozasądowym rozwiązywaniu sporów konsumenckich. Ta ostatnia z możliwości pojawiła się niedawno, w związku z wejściem w życie nowej ustawy.

Czy kredytobiorcy powinni zatem obawiać się, że po upływie 10 lat od podpisania umowy nie będą mieli możliwości wejścia w spór z bankiem?

Osoby biorące kredyt nie powinny więc martwić się o to, że z powodu upływu 10 lat przedawnienia możliwość dochodzenia przez nich roszczeń od banku wygasła. W najgorszym wypadku w przypadku wygranej przed sądem zostaną oddalone jedynie te roszczenia majątkowe kredytobiorców, które powstały z tytułu zapłat za okres dalszy niż 10 lat od dnia przerwania przez nich biegu przedawnienia. Warto o tym pamiętać. Sytuacja osób, które wzięły kredyt w latach 2005-08 jest korzystna. Zaleca się jednak, by kredytobiorcy przerwali bieg przedawnienia w jeden z trzech sposobów wskazanych powyżej (pozew, zawezwanie do próby ugodowej przed sądem, reklamacja w trybie art. 36 ww. ustawy).

Rozmawiał Michał Kisiel, Bankier.pl